Plan był inny, miałam pochwalić się wyjątkowym i niepowtarzalnym prezentem od
Basi w zupełnie odmiennych okolicznościach. Planowałam w myślach ten wpis od dłuższego czasu. Plany... Znacie to powiedzenie, że jeśli chcesz rozśmieszyć Pana Boga, powiedz Mu o swoich planach? Dzięki mnie Stwórca od dłuższego czasu musi być w dobrym nastroju... Już nie planuję. Niczego.
Basia postanowiła obdarować mnie własnoręcznie namalowanym obrazem, przepięknym wizerunkiem Matki Boskiej w błękitach.
Miał to być prezent-drogowskaz na inną od dotychczasowej drogę. Drogę, w czasie której nie dźwiga się bagażu samodzielnie, zachwyty i radości dzieli się przez dwa, trudy i znoje są łatwiejsze do zniesienia.
Stało się jednak inaczej. Upragnione równanie uparcie nie daje się rozwiązać, w wyniku ciągle zamiast parzystej dwójki tkwi bezczelna jedynka.
Prezent jednak zostaje u mnie, bo jest mi niesamowicie potrzebny, jego moc jest mi niezbędna.
Podobnie jak moc Waszych myśli i niespodziewanych prezentów, jak choćby tego od
Ani:
Pięknej karteczki pełnej błękitnych niezapominajek wykonanych haftem wstążeczkowym, który nieustanni mnie zachwyca, i niezrównanie głębokich w swej treści życzeń wewnątrz. Aniu, jeszcze raz ogromnie Ci dziękuję!
Pozdrawiam Was słonecznie!