niedziela, 21 października 2018

Zielono mi

Choć za oknem królują jesienne barwy, w Nitkach zrobiło się zielono. Wszystko za sprawą pewnego misia, którego znacie już całkiem dobrze, bo pojawiał się tu często, zmieniając tylko kolor fatałaszków. Tym razem przystroił się w zielony kostium.






Do zielonego towarzystwa dołączył jeszcze królik - oczywiście dopasował się kolorystycznie ;)


Skoro mamy już schyłek października (kiedy to minęło?...), mogę oficjalnie odtrąbić mijający rok rokiem dziecięcym w Nitkach! ;) Metryczka goniła metryczkę, prawdziwy urodzaj, prawie jak na owoce podczas tegorocznego lata ;) I pewnie nie zdziwi Was fakt, że właśnie zaczęłam wyszywać następną ... metryczkę :)))) chwilowo ostatnią z planowanych ;))))

Pozdrawiam Was serdecznie!

środa, 22 sierpnia 2018

Na słodko z muszelkami

Nie oszukujmy się - tegoroczne tropikalne lato nie sprzyja krzyżykom, przynajmniej w moim przypadku. Dlatego pomimo planów (ha, ha - plany! ;)), troszkę z racji pogody, a jednak w dużej mierze z potrzeby chwili wakacje upłynęły mi pod znakiem szydełka. Nadal nie czuję się z nim komfortowo, ciągle daleko mi do perfekcji, ale te dwa miesiące bardzo nas do siebie zbliżyły ;)
Zapewne pamiętacie wafelkowy kocyk? Kiedy tylko ujrzał światło dzienne, okazało się, że jest potrzebny następny, tym razem dla dziewczynki. I szczęście w nieszczęściu, że w szafce zalegały mi motki typowo "dziewczyńskiej" włóczki - efektu zakupów przez internet, kiedy to rzeczywistość niekoniecznie pokrywa się się z interpretacją kolorów przez monitor komputera... Było nie było, materiał na kocyk czekał, w każdej chwili można było przystąpić do pracy.


 Po długich poszukiwaniach zdecydowałam się na wzór irysków otoczony muszelkami.






Pozostaje mi mieć nadzieję, że sny pod tym kocykiem będą zawsze słodkie ;)

Pozdrawiam Was serdecznie!

poniedziałek, 23 lipca 2018

Króliczy monolog

Dzień dobry, dziś mówię do Was ja, Królik. Jestem nieduży i mam całe dwa dni na karku, ale za to doświadczeń cały worek, niekoniecznie miłych...


Teraz już nieco do siebie doszedłem, ale wierzcie mi, było trudno. Najpierw leżałem kilka dni w zupełnych kawałkach! Wyobrażacie sobie?! Osobno tułów, osobno uszy, głowy jeszcze nawet nie miałem. Właśnie: uszy. Zastanawiałem się, dlaczego są takie długie, ale usłyszałem jak mówiono, że będą idealne do "miętolenia" i "ciągnięcia" przez małe łapki. Jeszcze nie wiem, co to znaczy, ale mam nadzieję, że to będzie bardzo przyjemne uczucie.



Ale miało być nie o uszach, a o głowie, która podobno jest za mała. Mnie tam wcale nie przeszkadza jej wielkość, ale usłyszałem, że moja towarzyszka - bo my, Króliki, jesteśmy we dwójkę - dostanie nieco większą. I tu dopiero zaczął się dramat!


Co to się działo! Najpierw patrzyłem spokojnie jak Królisia leży obok mnie w kilku częściach - stąd wiem, że ze mną było podobnie, ale kiedy zobaczyłem, że pierwsza głowa Królisi wędruje do kosza, wkrótce za nią druga, moje małe królicze serduszko nie było w stanie znieść tego widoku! Udawałem, że śpię.



Już zaczęło mi się nudzić samemu, siedzieć i czekać, ogonek zaczął mnie już gnieść. Wreszcie doczekałem się towarzystwa i to jakiego uroczego!


Przywitała mnie z otwartymi ramionami :)


I od razu cieplej zabiło mi serduszko  (ale naprawdę nie uważam, że ta większa głowa była konieczna, fanaberie jakieś, ech...).



Podobno jutro wyruszamy w podróż. Sami! W ciasnej, ciemnej paczce ;) Nie obejdzie się bez przytulania ;) Jedziemy do domków jakichś maluszków, każde z nas do innego, ale możliwe, że będziemy się widywać z Królisią. Jestem ciekawy, czy jej uszka też będą "miętolone"? A może to dotyczy tylko Królików? Hmmm, ciekawe...

niedziela, 15 lipca 2018

Z królikiem w objęciach

Która to już w tym roku? ;) Powoli tracę rachubę :) Metryczek ostatnio u mnie pod dostatkiem. Ale są takie osoby, którym po prostu się nie odmawia, nie i już. Kiedy więc wybrzmiała prośba, ruszyłam do pracy. No... Może nie tak od razu, wszak kocyk czekał na dokończenie... A ściślej mówiąc dużo różnych rzeczy czekało, by się nimi zająć, więc jak rozumiecie za haft chwyciłam stosunkowo późno. Termin ukończenia metryczki ciągle kołatał mi się z tyłu głowy, zacisnęłam więc zęby i powiedziałam, że zdążę choćby nie wiem co. I tak przy dźwiękach mundialowej wrzawy, kiedy kolejne drużyny piłkarskie ścigały się z czasem na boisku, ja ścigałam się z ilością krzyżyków na kanwie ;) A co najważniejsze - w moim przypadku obyło się bez dogrywki ;))) Zmieściłam się w wyznaczonym czasie gry ;)



Bardzo lubię wyszywać wzory w sepii, a już wyjątkowo w jej ciepłych odcieniach, nie inaczej było w przypadku tego wzoru. Cieszę się, że miałam okazję się z nim zmierzyć :) Mam też nadzieję, że trafi w gust obdarowanych.




Pozdrawiam Was serdecznie i dziękuję miłe słowa pod adresem wafelka ;)

wtorek, 10 lipca 2018

Wafel z krabem

Nie, nie, wbrew pozorom nie będzie ani słowa na temat jedzenia. Zresztą tytułowe zestawienie smakowe jest cokolwiek nietypowe ;)
Będzie natomiast o szydełku i o dosyć sporym przedsięwzięciu, bo liczącym 55 na 80 centymetrów.




Pokusiłam się o zrobienie szydełkowego kocyka, który wraz z metryczką z misiem  ma być prezentem dla małego Stasia.




Ile godzin spędziłam na oglądaniu kocyków w sieci, aż strach się przyznać... Chciałam, by wzór był oryginalny, ale niezbyt wymyślny. I kiedy wreszcie trafiłam na kocyk wykonany ściegiem waflowym, wiedziałam, że to jest to, o co mi chodziło. Pokochałam go od razu, pracowało mi się nim rewelacyjnie :)







Tym samym pierwsza część zagadkowego tytułu została wyjaśniona :) A co ma do tego wszystkiego krab? Całość kocyka trzeba było zamknąć jakimś ozdobnym ściegiem. Nie chciałam, żeby był on zbyt strojny i słodki, ale za to efektowny, wszak to kocyk dla młodego mężczyzny! W czeluściach Internetu wynalazłam tzw. crab stitch, który z miejsca mi się spodobał. Tak oto powstała para - wafel z krabem ;) Nie wiem, jak Wam, ale mnie niezwykle przypadła do gustu :)








Pozdrawiam Was serdecznie!



niedziela, 10 czerwca 2018

Paryskie pozdrowienia

Poczyniłam pewną obserwację - zdecydowana większość małych haftów z Paryżem w roli głównej jest przeznaczona dla kobiecych odbiorców. I jak tu wyszukać coś w miarę neutralnego, gdy czas goni, a haft jest pilnie potrzebny? Recepta jest prosta - ograniczamy do minimum ilość kwiatów we wzorze (nie musiałam niczego wyrzucać - był jeden, i to fiołek! - to go grzecznie wyszyłam ) i przymykamy oko na różane fiolety ;) Potem włączamy turbo igłę i działamy.


Plany planami, a życie jak zwykle po swojemu. Miało być szybko - bo to przecież mały hafcik  - i na czas. Uhmm... Małe to to może i jest, ale roboty z tym było, że ho, ho! No i się spóźniłam o tydzień... Grunt, że osoba obdarowana wykazała się zrozumieniem i wyrozumiałością. Bo  przecież mało  kto lubi spóźnione prezenty, prawda?














Dziękuję Wam za ciepłe słowa pod ostatnim wpisem! 

Pozdrawiam serdecznie!

piątek, 1 czerwca 2018

Żegnaj maju!

Uff! Skończył się! Jeszcze nigdy z taką radością nie żegnałam się z majem. Wszak to jeden z najpiękniejszych miesięcy w roku. Tymczasem tegoroczny znacznie odbiegał od swych poprzedników i zdradzał oznaki jakiejś swoistej nadpobudliwości i to w wielu dziedzinach. Wystarczy choćby zerknąć do ogrodu, by zauważyć to majowe ADHD. Kwiaty rozkwitały z prędkością światła, by po kilku dniach zostawić po sobie jedynie mgliste wspomnienie. Przypadłość ta nie oszczędziła majowych pewniaków,  na które człowiek z utęsknieniem czeka przez cały rok. A tu szast- prast i po bzie i konwaliach. Zresztą zakopana w papierach i słodkościach nie miałam nawet chwili, by nacieszyć się ich urokiem. Tak.. tegoroczny maj nieźle dał mi się we znaki. Ale jeśli myślicie, że nie miałam również czasu, by sięgnąć po igłę, jesteście w błędzie. Mozolnie, bo mozolnie, ale coś tam powstało, tylko pochwalić się nie było jak. Kiedy jednak zerkam na leżący obok mnie haft, mam wrażenie, że dzisiejsza data idealnie wpisała się w jego prezentację ;) Zresztą zobaczcie sami.




To metryczka, którą zapowiadałam Wam dawno, dawno temu ;) Powstała szybko, bo i praca nad nią była przyjemnością. To prezent dla znajomych, do którego mam nadzieję dorzucić jeszcze coś własnoręcznie zrobionego, ale na razie cicho sza ;) Wiecie jak jest ;)




Następny niewielki obrazek, który także ma być prezentem, właśnie jest na ukończeniu. Zatem jeśli znowu nic mnie nie zaabsorbuje, powinnam niebawem się z nim zameldować ;) Tymczasem na koniec pokażę Wam namiastkę moich majowych pochłaniaczy czasu ;)



Pozdrawiam Was serdecznie!

piątek, 20 kwietnia 2018

Biedroneczki są w kropeczki

Ale czasem zdarzy się jakiś wyjątkowy okaz, któremu zamiast kropek zakwitną kwiaty ;) I co zrobić z takim nietuzinkowym egzemplarzem?


Z niemałą obawą umieściłam tego oryginalnego owada na kartce urodzinowej. Ale wierzcie mi - idealnie mi tam pasował. Bo to wszak jest czerwone, wdzięczne, przywołujące skojarzenia z błogim dzieciństwem, kiedy to śmiertelnie poważnie szeptało się  do tegoż  maleńkiego stworzenia słowa wierszyka: "Biedroneczko, leć do nieba..." A jakby tego było mało, to rzeczona biedronka jest cała ukwiecona, więc na urodziny pasuje jak ulał. Tak tłumacząc się sama przed sobą kartkę skleiłam i z bijącym sercem wysłałam w świat. Dotarła i chyba się spodobała ;)





Jak na złość na sesji zdjęciowej nie pojawił się żaden żywy okaz, nad czym mocno boleję...

Tymczasem zostawiam Was z owym ukwieconym owadem i pędzę do metryczki.
Pozdrawiam!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...