czwartek, 22 sierpnia 2019

Wśród ptasich siedlisk

Dziś znów zabieram Was na spacer, tym razem nad wodę. W tle Jezioro Nyskie, w szuwarach ukryte gniazda dzikich ptaków, które mogą na tym obszarze liczyć na pełną ochronę, a na pierwszym planie ona - szydełkowa okrągła torebka ze sznurka.



Zrobiona dzięki TEMU filmikowi, wzbogacona przeze mnie łańcuszkiem, by można ją było zawiesić na ramieniu.






Powędrowała w Polskę, by uświetnić czyjeś urodziny i podobno wywołała mnóstwo radości - o to przecież chodziło :) 
Jak widzicie, tegoroczne wakacje upływają mi pod znakiem szydełka, krzyżyki chwilowo leżą odłogiem... Ale są już pierwsze symptomy zwiastujące ich powrót. Oczekujcie ;)

Pozdrawiam Was serdecznie!




niedziela, 4 sierpnia 2019

Klementyna na ściernisku

Tegoroczne lato upływa pod znakiem szydełka.  Plany były zupełnie inne, ale jako to zwykle z nimi bywa, uległy zmianie. Tym oto sposobem szydełko króluje.
Ten wpis powinien pojawić się parę tygodni temu, bo i chusta, którą chcę Wam pokazać, została ukończona u schyłku czerwca. Tylko czekałam na odpowiednią scenerię do zdjęć - najpierw było za gorąco, potem lał deszcz, później brakowało czasu, a w końcu sama nie wiedziałam, jak chcę ją pokazać. Kiedy zabrakło pomysłów, do gry wszedł zupełny brak planu i ...  trafiłam na ściernisko...


I zaciągnęłam tam Klementynę...





Muszę Wam się przyznać, że to moja pierwsza chusta, która nie przeszła w trakcie swego  powstawania przez, jakże nieprzyjemną, fazę prucia, dlatego mam do niej spory sentyment ;) Dodatkowo wzór, pomimo swojej ozdobności, jest niezwykle przyjemny w tworzeniu, no i kolorki... :)


Lubimy się z Klementyną, oj lubimy ;)))


Pozdrawiam Was serdecznie znad szydełka - a jakże! ;)

wtorek, 23 lipca 2019

Idziemy na zakupy!

Idziemy, bo w tak pakownej torbie zmieści się całe mnóstwo drobiazgów.



Uległam urokowi tej wdzięcznej torby, która jest chyba niekwestionowaną królową tego lata. Najpierw oglądałam zdjęcia i wzdychałam po cichu, ale kiedy trafiłam na genialny filmik, który udowodnił, że zrobienie jej jest prostsze niż bułka z masłem, natychmiast kupiłam włóczkę i zabrałam się do pracy. A szydełkowanie tej torby uzależnia, dziergasz, dziergasz, by skończyć jak najszybciej.





Zatem po rychłym skończeniu zostało już tylko założenie uchwytów z ekoskóry. Satysfakcja z pracy ogromna, torba pokaźnych rozmiarów i do tego najmodniejsza ;) - jak widzicie same plusy :) 
Jeśli tylko możecie, sięgajcie po szydełko - warto :)

Pozdrawiam serdecznie!

poniedziałek, 1 lipca 2019

Połowa za mną

Podzieliłam sobie pewien sukces na ćwiartki, pamiętacie? Wcale się nie zdziwię, jeśli Wam to umknęło, wszak ów podział odbył się w lutym... Szmat czasu! A miało być sprawnie i szybko... Wracając do matematyki - do istniejącej ćwiartki dorzuciłam wreszcie drugą ćwiartkę, choć tak naprawdę to dołożyłam połowę... Skomplikowane? Cóż, matematyka nigdy nie była moją mocną stroną ;) Bezpieczniej będzie zatem porzucić ułamki i przejść do sedna sprawy.


Otóż dorobiłam drugą część szydełkowego kwadratu, który pokazywałam zimą


Wspólnie stały się poszewką na poduszkę.






Jednak to nie koniec wyzwania, bo jeszcze połowa pracy przede mną, więc prośba o trzymanie kciuków jest nadal aktualna.





Wymiary poszewki: 40cmx40cm
Materiał: kordonek DMC Babylo 20, kolor B5200


Pozdrawiam Was wakacyjnie!

środa, 19 czerwca 2019

Mmmmm.... maliny!

Początek sezonu malinowego i początek wakacji - czyż może być piękniej? ;)  Może :) Gdy się do tego zestawu dorzuci jeszcze smakowity haft ;)


We wzorze zakochałam się od pierwszego wejrzenia ;) Oglądałam, kombinowałam, zagłuszałam podszepty zdrowego rozsądku, by wreszcie ulec pokusie i stać się posiadaczką schematu pełnego słodkości. Niestety wzorek musiał odczekać swoje w dosyć pokaźnym ogonku, do którego co rusz wkradał się ktoś niecierpiący zwłoki. Powoli zaczęłam dla niego wykradać coraz dłuższe chwile, by wreszcie bezczelnie, porzucając inne zobowiązania, zająć się nim na całego. Zresztą wierzcie mi, że gdy już zaczęło się go wyszywać, oderwanie się od haftu graniczyło z cudem. Nawet łączenia kolorów, liczne kontury i wielość barw nie były utrudnieniem.







Nie pytajcie, proszę, co zrobię z tym haftem - nie wiem... ;) Jeszcze :) Może poczekam aż powstanie drugi do kompletu, bo przecież jak szaleć, to na całego ;)

Pozdrawiam Was serdecznie!



sobota, 18 maja 2019

A zwycięzcą jest...

Tym razem wygrała natura. Byłam za nią ciągle krok z tyłu, ale zachowała się niezwykle fair play, bo zaczekała aż ledwo dysząc postawię ostatni krzyżyk na hafcie. Domyślam się, że niemała w tym zasługa chłodu, który rozgościł się ostatnimi czasy wśród majowych dni i zaczął już przeobrażać się w uciążliwego wizytatora. Miejmy nadzieję, że ostatecznie spakował swoje manatki i prędko go nie zobaczymy.



Skończyłam wyszywać zielnikową glicynię na początku mijającego tygodnia, ale zapłakana pogoda stanęła na przeszkodzie do uwiecznienia haftu na zdjęciach. Z lekkim niepokojem obserwowałam kwiaty tonące w deszczu i drżałam, czy dadzą radę  wystąpić w sesji fotograficznej jako modelki. Dlatego dzisiejszy słoneczny dzień powitałam z ogromnym uśmiechem, któremu towarzyszyło tąpnięcie kamienia spadającego mi z serca ;) I oto jest, w pełnej krasie - glicynia i jej krzyżykowe odzwierciedlenie.










Dam sobie rękę uciąć, że wyszywając tę dorodną kiść nie doszyłam co najmniej kilku krzyżyków, ale zabijcie mnie: nie mam pojęcia, gdzie jest ich miejsce... Ale nic to, grunt, że nic nie widać ;)


Poza tym wyszywało się cudnie, jak to zawsze z zielnikowymi haftami bywa :) A tymczasem na tamborek wskoczył nowy haft zupełnie niekwiatowy ;)

Pozdrawiam Was serdecznie!


niedziela, 14 kwietnia 2019

Mały fioletowy cud

Pojawił się w ubiegłym roku. Jeden, dosłownie: JEDEN. Początkowo przyglądam mu się podejrzliwie, niby wyglądał inaczej niż zawiązki liści, ale może mi się wydawało... Wszak kiedy człowiek czeka trzynaście lat (sic!) aż mu roślina zakwitnie, to ma pełne prawo stać się podejrzliwym, prawda? Jednak wkrótce moje wątpliwości zostały rozwiane w zjawiskowy sposób :)



Tak, tak mowa o wisterii. Bestia jedna, troszkę długo kazała na siebie czekać, ale za to subtelność jej kwiatów i urokliwy zapach choć w części zrekompensowały to oczekiwanie.
Domyślacie się, o czym pomyślałam, kiedy minął pierwszy atak euforii? ;) Oczywiście, że tak! Trzeba odkurzyć zielnik i wyszyć wisterię. Haft zaczęłam niedawno, bo chciałam zgrać jego powstawanie z okresem kwitnienia krzewu. A chyba mogę w tym roku liczyć na coś więcej niż jedną kiść ;)


Oczywiście o ile żadne mrozy, śniegi i inne katastrofy nie zdecydują inaczej... Dlatego chodzę, chucham, dmucham i powoli stawiam krzyżyki na tamborku.




Dziewczyna, przy której tak mocno mnie wspieracie - dziękuję Wam za to ogromnie! - ma chwilową przerwę. Rozumiecie, jak wiosna wybuchnie nagle, to kwiaty zaczną pęcznieć w oczach, trzeba się pospieszyć ;) 
Dziękuję Wam za odwiedziny i pozostawione dobre słowa!
Pozdrawiam Was serdecznie!


poniedziałek, 18 marca 2019

Czy ktoś widział Dziub Dziuba?

Widział ktoś? :) Bardzo by mi się przydał, nie ukrywam, zwłaszcza do mojej legendarnej już dziewczyny na kładce. Tak... Niemal cały ubiegły rok rzeczony haft leżał odłogiem, ale jak Wam wiadomo, miniony rok był czasem metryczek, więc nijak nie było w nim miejsca dla dziewczyny. Dlatego postanowiłam - ale tak po cichu, bo wiecie, jak jest - że czas najwyższy biedne dziewczę z tego odłogu uwolnić. Dodatkowo hafciarskie serce zabiło mocniej do kilku wzorów, ale zdrowy rozsądek nakazał najpierw dokończyć, co zaczęte. Tak więc bawię się w piosenkowego Dziub Dziuba i mozolnie dostawiam krzyżyki, by dziewczę wreszcie mogło porządnie rozsiąść się na pomoście. A pomost i cała reszta prezentuje się obecnie tak:



Jeśli przypomnę, że ostatnim razem (przez przyzwoitość nie napiszę, kiedy to było ...) wyglądało to następująco:


Chyba przyznacie, że mogę powoli mieć nadzieję na ukończenie całości. Prawda? - w tym miejscu wsparcie byłoby bardzo wskazane ;)





Tymczasem pozdrawiam Was serdecznie!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...