sobota, 18 maja 2019

A zwycięzcą jest...

Tym razem wygrała natura. Byłam za nią ciągle krok z tyłu, ale zachowała się niezwykle fair play, bo zaczekała aż ledwo dysząc postawię ostatni krzyżyk na hafcie. Domyślam się, że niemała w tym zasługa chłodu, który rozgościł się ostatnimi czasy wśród majowych dni i zaczął już przeobrażać się w uciążliwego wizytatora. Miejmy nadzieję, że ostatecznie spakował swoje manatki i prędko go nie zobaczymy.



Skończyłam wyszywać zielnikową glicynię na początku mijającego tygodnia, ale zapłakana pogoda stanęła na przeszkodzie do uwiecznienia haftu na zdjęciach. Z lekkim niepokojem obserwowałam kwiaty tonące w deszczu i drżałam, czy dadzą radę  wystąpić w sesji fotograficznej jako modelki. Dlatego dzisiejszy słoneczny dzień powitałam z ogromnym uśmiechem, któremu towarzyszyło tąpnięcie kamienia spadającego mi z serca ;) I oto jest, w pełnej krasie - glicynia i jej krzyżykowe odzwierciedlenie.










Dam sobie rękę uciąć, że wyszywając tę dorodną kiść nie doszyłam co najmniej kilku krzyżyków, ale zabijcie mnie: nie mam pojęcia, gdzie jest ich miejsce... Ale nic to, grunt, że nic nie widać ;)


Poza tym wyszywało się cudnie, jak to zawsze z zielnikowymi haftami bywa :) A tymczasem na tamborek wskoczył nowy haft zupełnie niekwiatowy ;)

Pozdrawiam Was serdecznie!


niedziela, 14 kwietnia 2019

Mały fioletowy cud

Pojawił się w ubiegłym roku. Jeden, dosłownie: JEDEN. Początkowo przyglądam mu się podejrzliwie, niby wyglądał inaczej niż zawiązki liści, ale może mi się wydawało... Wszak kiedy człowiek czeka trzynaście lat (sic!) aż mu roślina zakwitnie, to ma pełne prawo stać się podejrzliwym, prawda? Jednak wkrótce moje wątpliwości zostały rozwiane w zjawiskowy sposób :)



Tak, tak mowa o wisterii. Bestia jedna, troszkę długo kazała na siebie czekać, ale za to subtelność jej kwiatów i urokliwy zapach choć w części zrekompensowały to oczekiwanie.
Domyślacie się, o czym pomyślałam, kiedy minął pierwszy atak euforii? ;) Oczywiście, że tak! Trzeba odkurzyć zielnik i wyszyć wisterię. Haft zaczęłam niedawno, bo chciałam zgrać jego powstawanie z okresem kwitnienia krzewu. A chyba mogę w tym roku liczyć na coś więcej niż jedną kiść ;)


Oczywiście o ile żadne mrozy, śniegi i inne katastrofy nie zdecydują inaczej... Dlatego chodzę, chucham, dmucham i powoli stawiam krzyżyki na tamborku.




Dziewczyna, przy której tak mocno mnie wspieracie - dziękuję Wam za to ogromnie! - ma chwilową przerwę. Rozumiecie, jak wiosna wybuchnie nagle, to kwiaty zaczną pęcznieć w oczach, trzeba się pospieszyć ;) 
Dziękuję Wam za odwiedziny i pozostawione dobre słowa!
Pozdrawiam Was serdecznie!


poniedziałek, 18 marca 2019

Czy ktoś widział Dziub Dziuba?

Widział ktoś? :) Bardzo by mi się przydał, nie ukrywam, zwłaszcza do mojej legendarnej już dziewczyny na kładce. Tak... Niemal cały ubiegły rok rzeczony haft leżał odłogiem, ale jak Wam wiadomo, miniony rok był czasem metryczek, więc nijak nie było w nim miejsca dla dziewczyny. Dlatego postanowiłam - ale tak po cichu, bo wiecie, jak jest - że czas najwyższy biedne dziewczę z tego odłogu uwolnić. Dodatkowo hafciarskie serce zabiło mocniej do kilku wzorów, ale zdrowy rozsądek nakazał najpierw dokończyć, co zaczęte. Tak więc bawię się w piosenkowego Dziub Dziuba i mozolnie dostawiam krzyżyki, by dziewczę wreszcie mogło porządnie rozsiąść się na pomoście. A pomost i cała reszta prezentuje się obecnie tak:



Jeśli przypomnę, że ostatnim razem (przez przyzwoitość nie napiszę, kiedy to było ...) wyglądało to następująco:


Chyba przyznacie, że mogę powoli mieć nadzieję na ukończenie całości. Prawda? - w tym miejscu wsparcie byłoby bardzo wskazane ;)





Tymczasem pozdrawiam Was serdecznie!

niedziela, 24 lutego 2019

Nie zielony, ale mech

Wbrew pozorom nie będzie dziś botanicznie, a w dodatku znów zawiodę wszystkich oczekujących na wpis krzyżykowy, wybaczcie. Ponownie na pierwszy plan wysuwa się szydełko. Pewnie jest w tym Wasza zasługa, bo po ostatnich pochwałach nad szydełkowym wytworem, który - i tutaj niespodzianka: wcale nie będzie serwetą ;) - prace jakoś przyspieszyły :) Serdecznie Wam za to dziękuję!
Ale wracając do tematu, czyli do rzeczonego mchu, prezentuje się on następująco:




Tak, tak, znów chusta. Tym razem gruba, mięsista, na duże chłody. Oczywiście rzeczywistość zweryfikowała plany, zima uciekła zanim powstała chusta. Ale nie narzekam, poczekamy na następną.




Do wzoru podchodziłam z obawą, w myśl zasady: chciałabym, ale boję się. Naczytałam się, jaki to mech potrafi być uciążliwy, że prucie jest na porządku dziennym, a nuda zżera po trzecim rzędzie. Wszystko to bujdy na resorach ;) Dla mnie dużym plusem było to, że mogłam dziergać chustę w każdej chwili, bez zerkania na schemat, bez wgryzania się się w zawiłości wzoru, bez przeliczania, czy aby znów się nie pomyliłam. Oczywiście chwilami pojawiało się znużenie, ale od czego ma się zaczęte jeszcze trzy inne prace? ;) A w głowie nadal lęgną się pomysły na kolejne... Ot, klęska urodzaju :)

Pozdrawiam Was prawie wiosennie!
P.s. Macie już przebiśniegi? ;)


sobota, 9 lutego 2019

1/4 sukcesu

Nadszedł czas na doniesienia z frontu szydełkowego. Mówiąc krótko - walczę, ale żeby nie polec w tym boju, w ramach odskoczni sięgnęłam po ... dziewczynę na pomoście. Prawdę mówiąc czynnikiem mocno motywującym do sięgnięcia po ten jakże już zakurzony haft (i to dosłownie!) było coś zupełnie innego, ale o tym na razie sza ;) Prawda jest taka, że dziergam dzielnie, a w ramach nagrody sięgam po haft, no i czasem po drugie szydełko, bo jeszcze chusta się robi...
A sam tajemniczy szydełkowy projekt na razie przedstawia się tak:



I to jest ta tytułowa 1/4 ;) 




Teraz muszę zrobić bliźniaczą wersję i bardzo żałuję, że w tym wypadku metoda kopiuj-wklej nie działa. Korzystając zatem z terminologii matematycznej przywołanej w tytule wpisu - wówczas osiągnę połowę sukcesu. By natomiast mówić o jego pełni, następna bliźniacza wersja musi się rozrosnąć do rozmiarów XXL. Zatem kciuki i Wasze wsparcie są niezwykle mile widziane ;)  



Pozdrawiam Was serdecznie!

wtorek, 15 stycznia 2019

Z nowym rokiem żyrafim krokiem

Kalendarz musi być, bez dwóch zdań. Pamieć bywa zawodna, a elektronicznym notatkom nie ufam. W końcu papier to papier. Dlatego z początkiem roku przystąpiłam do planowania jego wyglądu. I - o zgrozo! ;) - okazało się, że tym razem nie po drodze mi z kwiatkami i romantycznymi wzorami... Sama siebie zaskoczyłam. Nawet błękitu brak! Chyba się starzeję ;) Wyszło spokojnie, przejrzyście i trochę z przymrużeniem oka. Zresztą zobaczcie:







Zapewniam Was jednak, że ta żyrafa to był jednorazowy wybryk ;) Na tamborku rozgościł się już zupełnie inny haft, zdecydowanie bliższy moim wcześniejszym wyborom. Prędko jednak go nie ujrzycie, bo obecnie prym wiedzie szydełko - mierzę się z prawdziwym wyzwaniem, więc trzymajcie kciuki.
Dziękuję Wam za odwiedziny i serdeczne słowa.
Pozdrawiam!


sobota, 5 stycznia 2019

Dla serniczka i spółki

Dzień dobry w nowym roku! Dziękuję Wam za wspaniałe słowa pod ostatnim wpisem i za życzenia - te wirtualne, jak i w postaci wyjątkowo pięknych kartek, które dotarły do mnie w pokaźnej ilości :)

Świąteczny gwar już opadł, trzeba zatem zabierać się do pracy i nadrabiać zaległości. Do takowych z pewnością należy pewien smakowity haft, który - o zgrozo! - czekał niemal rok, aż się nim zajmę.
Od dłuższego już czasu ilość zgromadzonych przeze mnie przepisów znacznie przerastała możliwości pojemnościowe moich przepiśników. Wyglądało to mniej więcej tak, że wyjmując segregator z szafki, po chwili zbierałam znaczną część jego zawartości z podłogi, gdyż przepisy tkwiły w nim nonszalancko niewpięte.A nowy segregator czekał, haft czekał, papiery czekały... Wreszcie wzięłam się w garść i przystąpiłam do dzieła. W zaskakująco szybkim tempie udało się skleić nowy przepiśnik.


Pozwoliłam grać główną rolę haftowi, oprawa stanowi jego tło. Subtelne róże i fiolety korespondują z kolorystyką haftu, ale go nie przytłaczają.





Teraz trzeba tylko wpiąć przepisy i cieszyć się chwilowym porządkiem, bo obawiam się - zupełnie niebezpodstawnie, że za chwilę znów będzie mi brakowało miejsca... Nic to, cieszmy się chwilą ;)

Pozdrawiam Was serdecznie!

czwartek, 27 grudnia 2018

Obwieszczam koniec...

... robótkowego roku 2018, rzecz jasna ;) A skoro samozwańczo okrzyknęłam go rokiem metryczek dziecięcych, to nijak nie mogę go zakończyć jak metryczką właśnie ;)
Ukończyłam ją na chwilę przed świętami, licząc cichutko w duchu, że jakimś cudem Basia zdąży wręczyć ją swemu najmłodszemu wnukowi w prezencie gwiazdkowym. Mam nadzieję, że tak się stało, wszak dopiero co doświadczyliśmy wigilijnego cudu, który ma niebywałą zdolność dzielenia się na mniejsze cuda i cudeńka. Zatem metryczka została ukończona chwilę temu, ale czasu na jej prezentację zabrakło - prym wiodły pierniki, choinka i karp - rozumiecie. Teraz, łapiąc poświąteczny oddech, przedstawiam Wam ostatnią z dziecięcych pamiątek (hmmm, na pewno ostatnią w tym roku... ;) )






Basia była zadowolona z efektu, więc i ja bardzo się cieszę, że sprostałam zadaniu.

Tymczasem patrząc realnie na to, co ostatnio dzieje się z moim czasem, już teraz składam Wam serdeczne życzenia noworoczne. Życzę Wam realizacji wszystkich robótkowych planów, życzę wyżyn kreatywności, otwartości na nowe, nieustannych zachwytów nad światem, które tak często są początkiem Waszych nietuzinkowych projektów! Wszystkiego co najlepsze w Nowym 2019 Roku!

Pozdrawiam!

sobota, 24 listopada 2018

Szczypta egoizmu

No i wyszła ze mnie egoistka! Ale musiałam, po prostu musiałam zrobić coś dla siebie. Dlatego potajemnie i cichaczem wykradałam godziny innym (obiecanym - o zgrozo!...) projektom, by w kąciku dziergać ją. Miała być gotowa jakiś czas temu, by współgrać z przepiękną jesienią, która tak długo cieszyła w tym roku nasze oczy. Cóż, nie wyszło. Będzie za to teraz kontrastować z szarością.


Oto chusta Kalinda w bajecznych  jesiennych kolorach od Kokonków.


Nawet nie wiecie, jak ja ze sobą walczyłam. Bo przecież tyle innych rzeczy czeka na zrobienie. Ale gdzie tam! Przy tych bajecznie kolorowych motkach rozum usypia natychmiast i po prostu musisz sięgnąć po szydełko. To już chyba choroba...



Wzór chodził za mną od dawna i wydawał mi się idealny na jesienną aurę. Oczywiście na wstępnym etapie nie obyło się bez prucia, ale determinacja robi swoje ;) No i jest, cała moja ;)


Ale żeby nie było, że egoizm mną zawładnął, już spieszę uspokoić wszystkich, którzy na coś ode mnie czekają - otóż: robi się. Proszę, oto dowód:


Tylko że, hmmm, w szafce mam jeszcze dwa motki od Kokonków, także ten, no... ;)

Pozdrawiam Was serdecznie!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...