niedziela, 25 września 2016

Dla mola książkowego

I to mola podwójnego - zawodowego i z zamiłowania :) Mam tylko nadzieję, że gdy mól przeczyta, to nie poczuje się dotknięty tym przezwiskiem ;)
No bo cóż podarować komuś, kto kocha książki i niebawem świętuje imieniny? Oczywista odpowiedź brzmi: książkę. Ba, pewnie, ale nie byle jaką książkę :)


Książkę, która zmieści życzenia i haft, czyli efektowną formę kartki imitującej swym wyglądem książkę.


Okładka w odcieniu czerwieni - nie mogło być inaczej. Zdobi ją monogram z inicjałem Solenizantki, oczywiście w takim samym odcieniu:)



Wewnątrz natomiast znalazło się sporo miejsca na efektowne przekazanie życzeń:



Solenizantka zadowolona, więc mogę mieć poczucie dobrze wykonanego zadania ;)

Dziękuję wszystkim, którzy już zdążyli przedrzeć się przez gąszcz moich wpisów i odnaleźli tajemnicze słowa :) Podziwiam i cieszę się ogromnie!

Ostatnio zaniedbałam witanie moich nowych gości, wybaczcie proszę to niedopatrzenie. Już się poprawiam i witam z małym opóźnieniem Hafty Magos i Sylwię Fallopia, które już od pewnego czasu zagrzały miejsce w Nitkach, a także najnowszych gości - Kreatywną TV i Violcię ML! Bardzo mi miło!

Niezdecydowanych zapraszam do urodzinowej zabawy, choć wiem, że spełnienie warunków wymaga nakładu sporej ilości czasu..


Pozdrawiam Was serdecznie!

czwartek, 22 września 2016

Stuka mi czwóreczka

Nie wiecie kiedy to zleciało? Lotem błyskawicy! Dokładnie za miesiąc Nitki Ariadny będą zdmuchiwać cztery świeczki na urodzinowym torcie. Skoro o torcie mowa, muszą być również prezenty - dla Was ma się rozumieć :) Ogłaszam zatem urodzinowe candy w Nitkach Ariadny!




Co należy zrobić, aby wziąć udział w zabawie? No cóż, lekko nie będzie ;))), ale mam nadzieję, że Was nie zniechęcę ;)
Po pierwsze - częstujcie się banerkiem, umieśćcie go na swoich blogach i podlinkujcie do tego posta.
Po drugie - trzeba będzie trochę pogrzebać w Nitkach ;) Odszukajcie wszystkie posty na blogu od początku jego istnienia, które zostały napisane czwartego dnia miesiąca (uspokajam - nie ma ich wiele ;)). W każdym z nich zostało wyróżnione jedno słowo, które związane jest z nagrodą w moim candy. Podumajcie trochę nad nimi, a potem puśćcie wodze fantazji i napiszcie mi w komentarzu wyrażającym chęć udziału w zabawie, co według Was będzie nagrodą w zabawie. Spośród wszystkich zgłoszeń zostanie wyłoniona jedna osoba albo i więcej... ;)

Zapisy trwają do 21. października do północy, zwycięzca zostanie ogłoszony następnego dnia.

Znajdą się chętni? ;) Zapraszam serdecznie!

Dziękuję Wam gorąco za wszystkie cenne rady dotyczące dziewczyny, postaram się do nich zastosować, gdy tylko znajdę chwilę, by zająć się tym haftem... Tak jakoś się nie składa na razie... ;)

Pozdrawiam Was serdecznie!

poniedziałek, 12 września 2016

Obietnica - rzecz święta

Obiecałam, więc dotrzymuję słowa - miała być dziewczyna na kładce - będzie. Choć prawdę mówiąc, nie mam pojęcia, dlaczego przyczepiłam się tej kładki, skoro to jest regularny pomost... No nic, od dziś będzie mowa o dziewczynie na pomoście. Tak, od czego by tu zacząć... Może od ostudzenia Waszych oczekiwań - nie łudźcie się proszę, że haft osiągnął już spektakularne rozmiary - tak dobrze nie jest. Wprawdzie udało mi się zapełnić trochę dziur, ale nadal starszą mnie kolejne, o nietkniętej przestrzeni nie wspominając...
Ludzka pamięć jest ulotna, więc przypominam Wam, do czego zdążamy - bardzo małymi kroczkami zresztą;)




 Ostatni fragment haftu pokazywałam w lutym tegoż roku i prezentował się tak:


Od tego czasu przybyło trochę krzyżyków i we wrześniu haft wygląda następująco:




Przynajmniej nie muszę już Was przekonywać, że w centrum haftu istotnie znajduje się dziewczyna ;) I wszystko byłoby świetnie, gdyby nie te przebrzydłe pionowe krechy, które mimo wielu starań tworzą się na granicach stron... Denerwują mnie nieprzeciętnie i psują przyjemność z patrzenia... Jeszcze się łudzę, że jak kiedyś wreszcie skończę, wypiorę, wyprasuję, to... - proszę pozwólcie mi się połudzić, że wówczas trochę się zgubią, nie wyprowadzajcie mniej jeszcze z błędu...

Tak, było miło, przekładałam te nitki jak w amoku i nie chciałam się od nich oderwać, ale niestety rzeczywistość przywołała mnie do porządku i haft znów musi odstać swoje w kącie, bo pojawiły się inne potrzeby do zrobienia "na już". Zatem pokornie odkładam dziewczynę i przystępuję do nieco mniejszych prac, efektami których mam nadzieję wkrótce się pochwalić.


Pozdrawiam Was słonecznie!

niedziela, 4 września 2016

"A na razie fruwają motyle..."

Obiecałam Wam odsłonę dziewczyny, tymczasem dziś będzie jedynie dziewczątko ;) Trochę z innej bajki, mniej kolorowe, ale za to wdzięczne, że ho, ho ;))) Mam nadzieję, że przyznacie mi rację i wybaczycie zmianę ;)



Zatęskniło mi się za czymś prostym, lekkim, za czymś co powstanie w miarę szybko i nie będzie wiązało się z przekopywaniem zasobów muliny w poszukiwaniu właściwych kolorów.


Dziewczątko solidnie naczekało się na swoją kolej, więc tym bardziej należało wreszcie się nią zająć.





Dziękuję Wam niezmiennie za odwiedziny!

Pozdrawiam serdecznie!

czwartek, 1 września 2016

TUSAL 2016 - odsłona 9.

Niespodziewanie przyczłapał sobie wrzesień i przyniósł to, co ma najpiękniejszego, czyli wrzosy ;)


Wraz z inauguracją miesiąca przyszła również pora na comiesięczną odsłonę słoika. Melduję, że wyżej wspomniany jest na bieżąco dokarmiany i dopieszczany, więc narzekać nie ma prawa ;)




Wprawdzie spektakularnych efektów współpracy igły z nitką próżno szukać na blogu, to musice mi uwierzyć, że jednak się tworzy. I to duże się tworzy, więc stąd posucha. A propos - ktoś jeszcze pamięta moją dziewczynę na kładce? Tak? No, to właśnie misternie powstaje. Z naciskiem na: misternie ;)



Dobrego września Wam życzę!

Pozdrawiam serdecznie!

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

"W malinowym chruśniaku...

....... przed ciekawym wzrokiem
Zapodziani po głowy, przez długie godziny
Zrywaliśmy przybyłe tej nocy maliny.
Palce miałaś na oślep skrwawione ich sokiem. (...)"




Mmmmm... Maliny! Uwielbiam, a Wy? Rozkosz dla podniebienia :) I mają tę przewagę nad truskawkami, że sezon na nie trwa dłużej. Ale to nie walory smakowe malin mają być istotą tego wpisu, skupmy się bardziej na warstwie estetycznej ;) 


Przywołanie truskawek także nie jest  przypadkowe, bo dzisiejsza prezentacja jest niejako uzupełnieniem TEGO wpisu. 


I wszystko jasne :) Cały ten przydługaśny wstęp dotyczył po prostu zielnikowych malin, które wraz z truskawkami będą tworzyć smakowitą parę na czyjejś ścianie ;) Skoro mają stanowić komplet, to podobnie jak poprzedniczki, zostały wykonane na aidzie Rustico 20ct, więc nie grzeszą bujnością rozmiarów ;) Ale smakowitości odmówić im nie można, prawda? 







Dziękuję Wam za tak piękne i uskrzydlające słowa pod ostatnim wpisem! Mogę je czytać bez końca ;)
Cieszę się, że rozgościły się u mnie Teresa Wasylów i bestalencie blog - jest mi ogromnie miło!



Pozdrawiam Was wszystkich malinowo ;)!

czwartek, 11 sierpnia 2016

Perypetie sercowe

To będzie opowieść o długiej wędrówce i jeszcze większych pokładach cierpliwości. Dawno, dawno temu - tak należałoby rozpocząć tę historię, niczym jakąś baśń ;) - z ognistego romansu igły i czerwonej muliny zrodziło się haftowane serduszko. Zgrabne i powabne szybko zachwyciło wielu, zaś jedna z oczarowanych nim istot zapragnęła mieć je na własność, by każdego dnia móc podziwiać jego urodę. Serduszko czym prędzej wyruszyło w podróż do oczekującej nań nowej właścicielki. Jednak niespodziewanie po miesięcznej tułaczce powróciło - smutne, zapomniane, niechciane...


Poczucie odrzucenia nie towarzyszyło mu zbyt długo, bo wkrótce ktoś inny zapragnął cieszyć się urokiem serduszka. Zadowolone, zapominając o wcześniejszym zawodzie, znów ruszyło świat, by tym razem zastać już otwarte drzwi i wyciągnięte ręce.





Pomyślicie, że w tym momencie kończy się tak historia - nic bardziej mylnego! Życie pisze najbardziej skomplikowane scenariusze. Kilka miesięcy po znalezieniu nowego domu dla serduszka, zatęskniła za nim pierwsza zakochana w nim istota. Czasem tak jest, że piękne rzeczy muszą zejść na drugi plan, bo główną rolę grają problemy, trudności i niespodziewane zawiłości losu. Właśnie one stanęły na drodze i zakłóciły pierwszą podróż serduszka. Cóż było robić? Pragnienie posiadania haftu było tak silne, że długi czas oczekiwania na jego brata bliźniaka nie zniechęcał oczarowanej nim Kobiety. I tak minęła zima, rozkwitły pierwsze wiosenne kwiaty, drzewa ubrały się w koronkowe sukienki, słońce coraz odważniej wędrowało po niebie, a serduszko wciąż nie było gotowe do nowej wyprawy. Wiosna ustąpiła miejsca letniej beztrosce, zieleń straciła swój młodzieńczy blask i ubrała się w dojrzałość, na drzewach zaczęły dojrzewać owoce i dopiero wtedy igła zakończyła swój misterny taniec dając życie nowemu serduszku.





Trzymajcie kciuki, by tym razem była to podróż tylko w jedną stronę i by czekały na naszego bohatera stęsknione, ale niezwykle cierpliwe ramiona!

Witam w Nitkach Dorotę - bardzo mi miło :)

Pozdrawiam Was serdecznie!

wtorek, 2 sierpnia 2016

TUSAL 2016 - odsłona 8.

Sierpniowo, słonecznikowo :) Nowa odsłona słoiczka w bardzo energetycznym towarzystwie :)


Nitki i inne odpadki zapełniają powoli słoik, jest szansa, że po kilku kartkowych maleństwach zgromadzi się ich teraz nieco więcej ;)





Dziękuję Wam za tak entuzjastyczne przyjęcie ostatnich kartek! Przemiło czytało się Wasze słowa!

Witam w Nitkach nowego gościa - Karolino S bardzo mi miło, zapraszam jak najczęściej!

Pozdrawiam Was słonecznie!


piątek, 29 lipca 2016

Tańcowała igła z nitką

Dacie się zaprosić na spacer? Po odwiedzinach w wiejskim ogródku - za które gorąco Wam dziękuję - zabieram Was dziś do pracowni krawieckiej. Są chętni?


Pomysł na tę kartkę podpowiedział mi sam haft :) Chciałam znaleźć wzór z naparstkiem, bo wiedziałam, że Solenizantka ma sporą kolekcję naparstków. Gdy trafiłam na słodkie dziewczę dzierżące w dłoniach pokaźnych rozmiarów naparstek, wiedziałam, że już niczego innego nie muszę szukać. Natychmiast wiedziałam, który papier zgra się idealnie z haftem, a że widniały na nim przeszycia i guziki, to poszłam po prostu tym tropem i niechcący powstała mi bardzo krawiecka kartka :)




Wykombinowałam sobie, że skoro przeszycie kartki urywa się tak nagle, to może warto byłoby zakończyć je jakoś oryginalnie... Sięgnęłam więc po igłę :) A co! W ten sposób kartka zyskała niesztampową ozdobę, ale zdecydowanie wpisującą się w krawiecki klimat :)







Guziki wprosiły się same, bo skoro były nadrukowane na papierze, to tylko je uwypukliłam naklejając prawdziwe. No i dodałam jeszcze kilka od siebie ;).



Kartka sprawiła radość, a o to przecież chodziło :)
Chwilowo przestaję Was bombardować kartkami :) Odpocznijcie sobie od nich :)

Pozdrawiam Was serdecznie!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...