Ja i szydełko? Rzadki widok. Zdecydowanie bardziej dogadywałam się z krzyżykami. No, ale cóż, tylko jedno zwierzątko przeżuwająco-muczące nie zmienia poglądów, zwłaszcza gdy zostanie postawione pod ścianą i musi radzić sobie samo. Zatem zacisnęłam ząbki, odmówiłam Zdrowaśkę, chwyciłam za szydełko i .... poszło? No nie do końca, zaliczyłam falstart... hmm, nawet kilka falstartów... Ale powiedziałam sobie, że jak teraz rzucę to w kąt, drugi raz się już nie odważę. Wówczas poszło ;)
Tajemnicza robótka z poprzedniego wpisu, która wiele z Was zaintrygowała, jest już gotowa i nieśmiało się przed Wami prezentuje. Oto szydełkowa zazdroska, moja pierwsza tak duża praca.
Uprzejmie proszę wszystkie dziergające osóbki o łaskawe przymknięcie oczu na wszystkie mankamenty ;)
Ten romans szydełkowy nie skończy się prędko, gdyż zazdroska potrzebuje do towarzystwa siostry bliźniaczki, która już powolutku powstaje. Zaś pomiędzy słupkami i łańcuszkiem kleją się kartki wielkanocne - dosyć żmudnie, ale zwalam to na pogodę, która nijak nie pomaga w wyczarowaniu z papieru wiosennego klimatu.
Witam w mych progach
Renatę Pawlicką - bardzo się cieszę, że zawitałaś do moich Nitek!
Pozdrawiam Was serdecznie dziękując za ciepłe słowa pod adresem ostatniej kartki!