Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Haft krzyżykowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Haft krzyżykowy. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 marca 2021

Wszystkie kawałki bawełny ;)

 Udało się ;) Ośmielona Waszymi komentarzami kontynuowałam wyszywanie bawełny, by wreszcie po wielu dniach dobrnąć do końca ;) Cóż, chwil kradzionych zimowym wieczorom nie było zbyt wiele, więc wyszywanie rozciągnęło się w czasie. 



Czy efekt końcowy mnie zadowolił? Owszem ;) Choć cienie i podcienie nadal są ledwo co widoczne ;), to postanowiłam zupełnie nie zwracać na to uwagi. Nie muszą krzyczeć donioślej niż sama gałązka bawełny, która gra tutaj pierwsze skrzypce. A skoro o grze mowa to bawełniane brązy zgrały się świetnie z lnianym tłem. I kropka. 






Nie pytajcie o przeznaczenie haftu - dla mnie samej nadal pozostaje ono zagadką ;) Może kiedyś mnie natchnie ;) Tymczasem na tamborku zdążył rozgościć się nowy haft, którym mam nadzieję niebawem się Wam pochwalić. Będzie nieco bardziej kolorowo - wszak wiosna niebawem ;)


Pozdrawiam serdecznie !

czwartek, 21 stycznia 2021

Kawałek bawełny

 Pomyślicie: "też mi wyczyn, kilka miesięcy milczenia i przychodzi zaledwie z kawałkiem" ;) I co racja, to racja :) Ale są też okoliczności łagodzące i pozwólcie, że je Wam zaprezentuję ;) Otóż ostatni czas upłynął pod znakiem szydełka, przewijały się przezeń kolejne chusty, trafiła się nawet czapka i jeden dłuuugi szal. Tylko ileż można męczyć Was tymi udziergami, więc odpuściłam i zapowiedziałam (sama sobie), że nie pojawię się w Nitkach, dopóki nie będę miała pod ręką nic krzyżykowego. No... Ale jako że próby dialogu podejmowane na linii ja-igła kończyły się zazwyczaj fiaskiem, czas zasuwał swoim - tylko dla niego zrozumiałym - rytmem, to w efekcie w Nitkach hula wiatr i zalegają nieprzebrane warstwy kurzu. 

Impuls do obrania azymutu na krzyżyki pojawił się nagle - jak to zwykle z impulsami bywa. Niespodziewanie zaczęło mnie coś tęsknie kłuć i ssać, gdy mimochodem spoglądałam w kierunku kącika z muliną. Żeby, nie daj Boże, nie zagłuszyć tych pierwszych symptomów krzyżykowego głodu, czym prędzej rzuciłam się na stos przygotowanych dawno temu wzorów, takich, co to "muszę wyszyć i już". Weryfikacja była prosta - dostępność muliny do określonego wzoru.  Tym sposobem padło na bawełnę.


Wystartowałam z kopyta i ... zrodziły się wątpliwości... Czy aby na pewno nie przekombinowałam używając lnianej kanwy zamiast tradycyjnej białej?... Przecież tych magicznych cieni utkanych z półkrzyżyków prawie wcale nie widać... W akcie desperacji machnęłam je podwójną nitką.... O zgrozo! Cały efekt diabli wzięli... I tak kombinuję bijąc się z myślami, ale krzyżykuję zawzięcie dalej, przecież się nie poddam. Najwyżej ukończony haft wyląduje w szufladzie ;)  



Zdjęcia  - jak widzicie - w zimowym klimacie, który obecnie rozpatruję już w kategorii wspomnień :) Nie są specjalnie wystylizowane, bo powstały na zasadzie: łapaj, trzymaj, póki jest śnieg ;) No, na szczęście zdążyłam ;) 






Mam nadzieję pojawić się tu niebawem z całością haftu, ale wiecie jak to jest z planami, także nie przywiązujcie się zbytnio do tej obietnicy ;)

Pozdrawiam serdecznie!

niedziela, 19 lipca 2020

Na nowy początek

Przejście na emeryturę to niewątpliwie moment, który zasługuje na odpowiednią oprawę. Dlatego kiedy zostałam poproszona o wykonanie  kartki z tej właśnie okazji, długo szukałam właściwego wzoru. Wprawdzie poszukiwania zostały ograniczone do motywów kwiatowych, ale wiecie, że wzory kwiatów to istna studnia bez dna. Rozglądałam się za czymś nowym (wiecie jak ja lubię wyszywać coś po raz kolejny ;)) i oczywiście niezbyt dużym, bo zarówno czas, jak i zamysł kartki stanowiły ograniczenia. 
Wreszcie wybór padł na bratki, których autorką jest Nadezhda Kazarina. 


Wzór do najmniejszych nie należy - liczy sobie 81 krzyżyków na 113. Do tego krzyczy kolorami w liczbie 35 plus łączenia ;))). No i ukochane konturki, które - przyznaję się bez bicia - nieco okroiłam  (podobnież jak pojedyncze krzyżyki, bo z całą ich liczbą kartka byłaby jeszcze większa).

Sporych rozmiarów wzór nie pozwolił już na papierowe szaleństwo, ograniczyłam się zatem do  minimum ozdobników.





Kartka została zamknięta w pudełku, które nawiązuje do niej tematycznie motywem bratków.



Mam nadzieję, że kartka właściwie uświetni wyjątkowy dzień w życiu pani Heleny ;)

Pozdrawiam Was serdecznie!

wtorek, 30 czerwca 2020

Miśki w roli głównej

Kiedy to ostatni raz pojawiła się w Nitkach wyszywana kartka? Oj dawno, dawno temu... Właśnie spuszczam zawstydzony wzrok i wbijam go w klawiaturę ;) Cóż poradzę, że jakoś mi ostatnio nie po drodze z nimi ?... Jednak tym razem uległam - raz: bo są osoby, którym się po prostu nie odmawia ;) - dwa: rzecz dotyczyła słodkich miśków ;) Pamiętacie je? Kilka z nich posłużyło mi jako ozdoba przepiśnika. Teraz dwa spośród tej słodkiej gromady zagościły na urodzinowych kartkach.


Wybór reprezentacyjnych kandydatów wcale nie był taki prosty. Liczył się rozmiar (choć wybrałam maksymalnie drobną kanwę), ale także łatwość "wyjęcia" konkretnego miśka z całego wzoru bez uszczerbku na jego wizerunku ;) Tak oto wybór padł na tychże słodkich osobników:




Oprawa nie stanowiła większego problemu  - dziewczęce kartki jakoś potrafią zrobić się same ;)






W tej sytuacji róż sprawdza się zawsze ;), a delikatny pomarańcz musiał stanąć na wysokości zadania, innej możliwości nie było ;)
Miśki jutro fruną w świat i mam nadzieję, że przywołają uśmiechy na dziewczęcych twarzach :)
Czego i Wam serdecznie życzę :)

wtorek, 5 maja 2020

Do kompletu

To miało być tak rach-ciach! Najpierw jeden, a gdy dojrzeją jeżyny - drugi. I co? Tradycyjnie nie wyszło ;) O czym mowa? O braciszku malinowego garnuszka, który prezentowałam Wam TU
Wreszcie nadeszło jego przysłowiowe pięć minut. Wprawdzie jeżyn nie dało się wyczarować, by uszlachetniły sobą fotografie, ale trudno, najważniejsze, że haft powstał ;)






Podobnie jak malinową odsłonę, tak i tę haftowało się niezwykle przyjemnie.  Feeria barw, łączenia, kombinacje tylko potęgują poczucie satysfakcji, gdy można już spoglądać na całość.
To teraz trzeba pójść za ciosem i oprawić ten duecik ;) Trzymajcie kciuki, by nie zajęło mi to znów całego roku ;)

Pozdrawiam Was serdecznie i dziękuję za dobre słowa, które tu zostawiacie!

wtorek, 31 marca 2020

Znów wywieszam pranie

Tracę rachubę, ile razy już wyszywałam ten wzorek. Jest jednak nowość - pierwszy raz wyszywałam go w różowej tonacji. Tak się złożyło, że dotychczas wzorek ten był zamawiany dla małych gentelmenów, więc odmiana bardzo mnie ucieszyła.

Zrobiłam ją nieco delikatniej niż dotychczas, zrezygnowałam z wielu konturów. Mam nadzieję, że moja samowolka przypadnie do gustu nowej właścicielce ;)

Nie sugerujcie się zbytnio zdjęciami... Powstały w sobotę, dziś natomiast jest hmmm... biało!





Trzymajcie się dzielnie, mimo wszystko...

środa, 18 marca 2020

W króliczym towarzystwie

Pewnie gdyby nie nadzwyczajne okoliczności nadal wyszywałabym ten hafcik. Tymczasem przypominałam sobie jak to jest, gdy człowiek może o dowolnej porze dnia zasiąść z igłą w ręku. I wiecie co? Niekoniecznie jestem zadowolona z tej możliwości...
Efekt jednak jest taki, że metryczka dla maluszka jest gotowa. Długo poszukiwałam wzoru, który mnie zadowoli (czyżbym robiła się wybredna?... hmmm), oj długo. Wreszcie wyszperałam na Etsy tego małego gentelmena i stwierdziłam, że to jest właśnie to, czego mi potrzeba. 




Teraz trzeba w miarę bezpiecznie przekazać haft w ręce szczęśliwej mamy i mieć nadzieję, że niespodzianka ją ucieszy.

Trzymajcie się zdrowo!


piątek, 6 marca 2020

Cudze chwalicie

A tymczasem na własnym podwórku znajduje się to, na czym człowiekowi zależy. Rzecz dotyczy ramek. Moje ostatnie zielnikowe hafty dostawały już odleżyn w ciasnym pudełku, a ja za nic nie mogłam znaleźć odpowiedniej kompozycji u dotychczasowego oprawiacza. I jak to najczęściej bywa, o ramach zadecydował przypadek. Zupełnie nieoczekiwanie natrafiłam na firmę z sąsiedniego województwa, która za niezwykle atrakcyjną cenę oferuje prawdziwe drewniane ramy. Rozmiar jednej z nich idealnie współgrał z moją interpretacją zielnika, więc postanowiłam zaryzykować i ... nie żałuję. Nic a nic. Postawiłam na prostotę, a rama w odcieniu bielonej sosny, jak dla mnie, świetnie współgra z aidą rustico, na której wyszywałam wisterię i tulipana. Zresztą oceńcie sami.









Dziękuję Wam gorąco za ciepłe słowa pod adresem szydełkowych tworów :) Na razie odpoczywam od cienkiego kordonka ;) Zasłużyłam ;)

Pozdrawiam Was serdecznie!

czwartek, 2 stycznia 2020

Słodko na początek

Czas tu trochę przewietrzyć, odświeżyć, posprzątać - wszak od listopada nieco się zakurzyło ;)

A przede wszystkim witajcie w nowym roku!  Oby przyniósł Wam wszystko to, o czym marzycie, hojnie rozdawał szczęśliwe chwile, nie skąpił uśmiechów, a jeśli przemyci jakąś łzę,  niech to będzie jedynie łza wzruszenia!




Tradycyjnie już witam się z Wami nowym kalendarzem, i to kalendarzem z haftem, o! Wiem, wiem, dawno tego u mnie nie było ;) Co mi wpadło pod igłę? Jedna z lodowych panienek, która doskonale wkomponowała mi się w beżowo-niebieski klimat - pewne rzeczy są niezmienne ;), to połączenie kolorów nieustannie mnie zachwyca.
To moje drugie spotkanie z tym haftem - jedna z panienek posłużyła mi niegdyś jako ozdoba pewnej wyjątkowej kartki urodzinowej, zresztą możecie ją oglądać na górnym pasku bloga. Wyszywa się je niezwykle przyjemnie.




Dlaczego akurat ten haft? Bo chcę, żeby w 2020 roku było słodko :) I to moje jedyne postanowienie ;) Wiecie, że nie lubię ich robić, zatem nawet nie podejmuję się tego zadania. Nie obiecuję Wam, że będę w tym roku dziarsko władać igłą - czas pokaże. Nie wiem też, co zwycięży - haft czy szydełko, nie mniej będzie mi niezwykle miło nadal gościć Was w nitkowych progach.
Chwilowo czekają szydełkowe zobowiązania, choć w głowie kłębią się różne pomysły.

Z łezką w oku pożegnałam 2019 roku - był dobry, choć nieźle przemeblował mi życie, teraz czekam, co jego następca zrobi z tym nowym ustawieniem.

Pozdrawiam Was serdecznie!


czwartek, 26 września 2019

Wyprawa za ocean

Długa droga czeka kartkę, którą ostatnio wyhaftowałam, oj długa. Jej bohater, gdyby tylko mógł, z pewnością pofrunąłby w zdecydowanie innym kierunku. Jego ptasia natura o tej porze roku bierze azymut na Afrykę, nawet nie oglądając się na Statuę Wolności. Tymczasem zgodnie z wolą zamawiającej kartkę wyprawiłyśmy w drogę za ocean polskiego bociana, żeby zaniósł w daleki świat serdeczne gratulacje z okazji narodzin pewnej dziewuszki. Przy okazji przemyciłyśmy wspólnymi siłami odrobinę polskiego folkloru z rodzinnych stron, bliskich sercu mamie  nowo narodzonej kruszynki. Całość miała być radosna, kolorowa, dziecięca i... bardzo polska. No to spróbowałam, po wielu przymiarkach wyszło mi takie coś:


Znalezienie wzoru w miarę małego, ale urokliwego bociana graniczyło z cudem. Ten, którego widzicie powyżej, pochodzi ze wzoru metryczki, poddanemu bardzo ostrym cięciom. Bociana musiałam wkomponować  w kaszubskie wzory, co było niemałym wyzwaniem. Pomysł wyszywania tychże umarł tak prędko, jak się zrodził. Zdecydował o tym brak czasu i format kartki - na którym już rozsiadł się bocian. Stanęło zatem na elementach papierowych, przemyconych tu i ówdzie. 





Mam nadzieję, że kartka spełni swą misję i obudzi nutkę nostalgii.

Tak, tak... Wyszywane kartki stają się u mnie rarytasem. Gdzie te piękne czasy, że robiłam ich na pęczki?... Aż chce się zanucić za Marią Anną - "niech ktoś zatrzyma wreszcie świat, ja wysiadam..."
Cóż na razie nie mogę wysiąść, mam mnóstwo wyzwań, którym muszę sprostać i to przeróżnego kalibru, oj wierzcie mi, przeróżnego. Zatem kciuki i wsparcie mile widziane. Obiecuję pojawić się niebawem, ale raczej nie z haftem... 

Pozdrawiam Was serdecznie!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...