"Grzybów było w bród: chłopcy biorą krasnolice,
Tyle w pieśniach litewskich sławione lisice,
Co są godłem panieństwa, bo czerw ich nie zjada,
I dziwna, żaden owad na nich nie usiada.
Panienki za wysmukłym gonią borowikiem,
Którego pieśń nazywa grzybów pułkownikiem.
Wszyscy dybią na rydza; ten wzrostem skromniejszy
I mniej sławny w piosenkach, za to najsmaczniejszy,
Czy świeży, czy solony, czy jesiennej pory,
Czy zimą. Ale Wojski zbierał muchomory." (A. Mickiewicz, Pan Tadeusz)
Wiecie co? Wcale się Wojskiemu nie dziwię;) I chociaż w wielu interpretacjach jego pozorna lekkomyślność została usprawiedliwiona i wyjaśniona (muchomory stanowiły "trutkę" na owady - zresztą sama nazwa wiele mówi o ich właściwościach;)), to rozumiem doskonale, że można ulec urokowi czerwonych muchomorów wychylających się spod soczyście zielonego mchu. Poezja dla oczu! Natomiast znacznie przyjemniejszą poezją jest jednak widok prawdziwków, kozaków, maślaków,kurek i całego zastępu równie smacznie brzmiących i wyglądających grzybów! Zebrane w wielkiej euforii, dumnie piętrzące się w koszu, następnie ususzone i... No właśnie, trzeba im znaleźć godne miejsce, zanim nadadzą wybornego smaku wigilijnym uszkom:) Może zatem woreczek?
Powstały cztery - dwa z borowikami, dwa z kurkami. Oczywiście hafty otrzymały koronkową oprawę, pasującą do całości. Tym razem woreczki są przewiązywane z zewnątrz.
Dziękuję Wam za przemiłe słowa, które znalazły się pod ostatnim wpisem!
Pozdrawiam Was grzybowo;)