Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dziewczyna na pomoście. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dziewczyna na pomoście. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 18 marca 2019

Czy ktoś widział Dziub Dziuba?

Widział ktoś? :) Bardzo by mi się przydał, nie ukrywam, zwłaszcza do mojej legendarnej już dziewczyny na kładce. Tak... Niemal cały ubiegły rok rzeczony haft leżał odłogiem, ale jak Wam wiadomo, miniony rok był czasem metryczek, więc nijak nie było w nim miejsca dla dziewczyny. Dlatego postanowiłam - ale tak po cichu, bo wiecie, jak jest - że czas najwyższy biedne dziewczę z tego odłogu uwolnić. Dodatkowo hafciarskie serce zabiło mocniej do kilku wzorów, ale zdrowy rozsądek nakazał najpierw dokończyć, co zaczęte. Tak więc bawię się w piosenkowego Dziub Dziuba i mozolnie dostawiam krzyżyki, by dziewczę wreszcie mogło porządnie rozsiąść się na pomoście. A pomost i cała reszta prezentuje się obecnie tak:



Jeśli przypomnę, że ostatnim razem (przez przyzwoitość nie napiszę, kiedy to było ...) wyglądało to następująco:


Chyba przyznacie, że mogę powoli mieć nadzieję na ukończenie całości. Prawda? - w tym miejscu wsparcie byłoby bardzo wskazane ;)





Tymczasem pozdrawiam Was serdecznie!

poniedziałek, 20 lutego 2017

Bez dziur!

Cel był jeden - pozbyć się szpecących pustych miejsc, które napawały mnie estetyczną zgrozą. Rzecz dotyczy oczywiście dziewczyny na pomoście, którą ostatnio prezentowałam Wam we wrześniu ubiegłego roku. Minęła jesień, przyszła zima i postanowiłam wreszcie narzucić sobie jakiś rygor względem tego haftu. Litości! Ileż można kwitnąć na tym pomoście? Tyle haftów czeka w kolejce i kusi, by się nimi zająć.  Dlatego ostatnio w każdy weekend ślęczę nad dziewczyną i przeplatam nitki. Cel minimum został osiągnięty wczoraj - dziury zniknęły! Pierwsze osiem stron haftu jest gotowych, szaleństwo dotyczące techniki wyszywania zakończone, teraz będziemy pracować jak należy. Druga połowa - drugie otwarcie ;)




Dla porównania - we wrześniu wyglądało to tak:



Nigdy nie uważałam, że ten haft jest idealny, co więcej - traktowałam jako treningowy w nauce parkowania, mam świadomość wielu jego braków i niedostatków. Ale na żadną wystawę się z nim nie wybieram, a podziwiać całość będę jedynie z daleka - i innym też to radzę ;) .
Parkowanie miałoby sens, gdyby nie moja niecierpliwość - chciałam zacząć haft już, natychmiast, nie mając kompletu mulin. Tym samym narobiłam sobie niezłego bigosu i wspomnianych już dziur, które trzeba było mozolnie uzupełniać, tworząc wyboje na hafcie... Ostrzegam, wygląda to koszmarnie...



Jeśli do tego dołożymy zbyt grubą igłę - bo przecież ciągle mam ich za mało na te 70 kolorów, więc chwytam, co się da - to robi się z tego mały koszmar...
Za to prawa strona haftu osładza nieco nieprzyjemności lewej. Zalety wyszywania z parkowaniem widać od razu...


Zatem mądrzejsza o nowe doświadczenia zabieram się za drugą połowę haftu, następne osiem stron. Tym razem z parkowaniem, bez dziur, rzędami ale nie stronami i bez grubych igieł. Czas wreszcie zbudować ten pomost! Trzymajcie proszę kciuki za powodzenie tego postanowienia.



Pozdrawiam Was serdecznie!

poniedziałek, 12 września 2016

Obietnica - rzecz święta

Obiecałam, więc dotrzymuję słowa - miała być dziewczyna na kładce - będzie. Choć prawdę mówiąc, nie mam pojęcia, dlaczego przyczepiłam się tej kładki, skoro to jest regularny pomost... No nic, od dziś będzie mowa o dziewczynie na pomoście. Tak, od czego by tu zacząć... Może od ostudzenia Waszych oczekiwań - nie łudźcie się proszę, że haft osiągnął już spektakularne rozmiary - tak dobrze nie jest. Wprawdzie udało mi się zapełnić trochę dziur, ale nadal starszą mnie kolejne, o nietkniętej przestrzeni nie wspominając...
Ludzka pamięć jest ulotna, więc przypominam Wam, do czego zdążamy - bardzo małymi kroczkami zresztą;)




 Ostatni fragment haftu pokazywałam w lutym tegoż roku i prezentował się tak:


Od tego czasu przybyło trochę krzyżyków i we wrześniu haft wygląda następująco:




Przynajmniej nie muszę już Was przekonywać, że w centrum haftu istotnie znajduje się dziewczyna ;) I wszystko byłoby świetnie, gdyby nie te przebrzydłe pionowe krechy, które mimo wielu starań tworzą się na granicach stron... Denerwują mnie nieprzeciętnie i psują przyjemność z patrzenia... Jeszcze się łudzę, że jak kiedyś wreszcie skończę, wypiorę, wyprasuję, to... - proszę pozwólcie mi się połudzić, że wówczas trochę się zgubią, nie wyprowadzajcie mniej jeszcze z błędu...

Tak, było miło, przekładałam te nitki jak w amoku i nie chciałam się od nich oderwać, ale niestety rzeczywistość przywołała mnie do porządku i haft znów musi odstać swoje w kącie, bo pojawiły się inne potrzeby do zrobienia "na już". Zatem pokornie odkładam dziewczynę i przystępuję do nieco mniejszych prac, efektami których mam nadzieję wkrótce się pochwalić.


Pozdrawiam Was słonecznie!

piątek, 5 lutego 2016

Antidotum na szarość

Oczywiście mówimy o szarości zaokiennej, absolutnie nie o amorkowej, która cieszyła się Waszym ogromnym zainteresowaniem i uznaniem, za co w tym miejscu serdecznie Wam dziękuję!
Wracając zaś do szarości - ni to zimowej, ni to wczesnowiosennej - ogólnie rzecz biorąc: trudnej do zniesienia, próbuję ją pokonać zielenią. A gdzie ja wynajdę mnóstwo soczystej i energetycznej zieleni, jak nie na mojej rozgrzebanej kładce? ;) Wzięłam się w sobie i postanowiłam trochę ruszyć do przodu, nie ukrywam, że pozytywne kopniaki miały duży wkład w to przedsięwzięcie ;) (dziękuję Bożenko!)


Pamiętacie? Tak to wyglądało ostatnio:



Od tego czasu troszkę się zmieniło:

                                     



Widzicie? Zielenie dają niezłego "kopa" do pracy :)

Doskonale zdaję sobie sprawę z wszystkich mankamentów tej pracy. "Parkujące" koleżanki hafciarki poproszę o przymknięcie oczu :) Traktuję ten haft jako "szkoleniowy", wiem, że popełniłam tu masę technicznych błędów, ale staram się je na bieżąco korygować. Już wiem, że nie mogę haftować równo, strona po stronie, bo wówczas tworzy się ta paskudna krecha z góry na dół. Brr! Dlatego zaczęłam robić ząbki, które podpatrzyłam u Kasi Krzyżyk :)  I w cudowny sposób krecha się już nie pojawia ;)




Uparłam się, że będę haftować ten obraz z parkowaniem nitek i tak też robię - po swojemu, tak, jak mi wygodnie. No... teraz mogę już mówić o jakiejkolwiek wygodzie, bo na początku ze znikomą ilością igieł moje haftowanie sprowadzało się do ciągłego nawlekania nitek... Koszmar! Teraz igieł mam pod dostatkiem (no... prawie) i tylko je przekładam z góry na dół łapiąc przy tym ukradkowe spojrzenia domowników, pełne politowania i kompletnie zdezorientowane - przecież normalni ludzie szyją jedną igłą... :) Ale któż zrozumie hafciarskiego wariata:) 





Wiem też, że już nigdy, ale to naprawdę nigdy nie zacznę dużego haftu, dopóki nie uzbieram wszystkich potrzebnych do niego kolorów. Teraz mam całość, więc mogę spokojnie śmigać (no... jeden kolor już na wyczerpaniu...), ale te dziury, które narobiłam wcześniej spędzają mi sen z powiek. Wiem, że gdy teraz zacznę tam wścibolać brakujące krzyżyki, nie będzie to najładniej wyglądać, wiem, wiem. Ale haft na żadną wystawę się nie wybiera, a jak znam życie i moje tempo oprawiania, to na ścianie też zbyt szybko nie wyląduje. Zresztą - przypominam, że ciągle się uczę;)





Chwilowo nie mogę się oderwać od tego plątania nitek i tylko resztami zdrowego rozsądku próbuję czasem wyszyć jakiegoś zająca, czy jajko, bo inaczej znów będzie krucho z haftowanymi kartkami...

Znów pojawili się nowi goście, jak miło! Aleksandra Gwizdała i Anna Katarzyna zdecydowały się przysiąść na dłużej wśród Nitek - dziękuję Wam bardzo!

Pozdrawiam Was serdecznie!






wtorek, 15 września 2015

Hafciarska lista życzeń - podsumowanie

Jestem spóźniona o trzy dni ze swoim podsumowaniem, a spóźniać się bardzo nie lubię. Dlatego czym prędzej przechodzę do rzeczy.
W ubiegłym roku założyłam - na wyrost zresztą, ale z pełną świadomością takiego stanu rzeczy - że w ciągu 365 dni zajmę się niniejszymi haftami:



Swoje hafciarskie marzenia zrealizowałam jedynie połowicznie. Najwcześniej zaniechałam całkowicie haftu z papryką, najzwyczajniej w świecie przestał mi się podobać...


Nie powstały również niebieskie bukiety, ale ich nie odpuszczę, na pewno wkrótce zajmę się nimi (jeśli uda mi się wydłużyć dobę...).


Czas przejść do sukcesów:)
jako pierwsza powstała zielnikowa mimoza:


Wkrótce dołączyły do niej pomidorki:


Po dwóch ukończonych haftach zabrałam się za największe rozmiarami dzieło - dziewczynę na kładce i... utknęłam... ;) Jak zasiadłam wraz z dziewczęciem na rzeczonej kładce, tak za żadne skarby nie mogę się stamtąd ruszyć. Wiedziałam, że tak duży haft spowolni (albo trwale zahamuje...) wszystkie inne moje prace, wiedziałam również, że będę go odkładać na bok, gdy pojawi się coś innego, niecierpiącego zwłoki. I tak się dzieje. Jednak z drugiej strony, gdyby nie wyzwanie z listą, nie pokusiłabym się o rozpoczęcie prac na dużym obrazem. Zacisnę zęby i za jakiś czas (dłuższy niż krótszy) pokażę Wam go w całości. Tymczasem wygląda mizernie... O tak:


Podsumowując - nie cierpię planować;))) Na najbliższe 365 nie czynię żadnych planów, kieruję się porywami serca przy następnych hafciarskich wyborach. Zresztą - kolejka jest imponująca, nie wiem, czy mi życia wystarczy;) Na razie jednak powalczę z kładką...


Witam Safrin - dziękuję, że zechciałaś dołączyć do grona mych Obserwatorów!
Pozdrawiam Was serdecznie! Dziękuję ogromnie za cudne słowa pod adresem metryczki!

sobota, 30 maja 2015

Większe skrawki

Minęło już trochę czasu, odkąd pokazywałam Wam moje skromne początki haftowanej dziewczyny na kładce. Troszkę się zmieniło, choć droga jeszcze przede mną długa i wyboista...


Rozlewam powoli kolorowe plamki na kanwie, które ciągle nie chcą się zlać w całość. Tylko brak kompletu mulin niezbędnych do skomponowania tego haftu na starcie prac powstrzymał mnie przed inną techniką haftowania. Obiecałam sobie - przy następnym większym hafcie będzie inaczej.




Tymczasem bawię się odcieniami, komponuję ze sobą kolory i nie mogę się doczekać, kiedy wreszcie wyłoni się całość...


Dziękuję Wam za tyle ciepłych gratulacji pod ostatnim wpisem!:)
Witam u siebie AsięB - jest mi ogromnie miło Cię gościć!

Pozdrawiam Was serdecznie!



wtorek, 17 lutego 2015

Skrawki...

... bo o żadnej całości nie może na razie być mowy.





 Mozolnie stawiam krzyżyki, walczę z brakiem potrzebnych mulin i udaję, że nie widzę błagalnych spojrzeń rzucanych ukradkiem przez baranki, kurczaki i zające piętrzące się wśród stosu wzorów... Chyba zanosi się na wielką wielkanocną posuchę kartkową... Zwierzaki domagają się zainteresowania, a ja uparcie stawiam obok siebie niebieskie krzyżyki...




Joanna Trąbała wzbogaciła grono mych Obserwatorów - dziękuję Ci gorąco i zapraszam do częstych odwiedzin!:)

Pozdrawiam Was słonecznie!

P.s. Macie trochę wolnego czasu na zbyciu?:)

sobota, 13 września 2014

Hafciarska lista życzeń

Z zasady nie planuję. Zawsze, kiedy tylko coś sobie postanowię na drodze moich zamierzeń staje Opatrzność z wielkim znakiem STOP i swym wszechmogącym palcem pokazuje mi inną ścieżkę - objazd od mojej ślicznej, wytyczonej drogi. I cóż wtedy robię? A, no człapię zawzięcie po wyboistych kamieniach, korzeniach, piasku i myślę sobie, że już więcej planować nie będę. Ale może ta zasada nie dotyczy haftów...? Postanowiłam zaryzykować i przyłączyć się do zabawy organizowanej przez Anię z bloga Kokardka.
Cóż należy zrobić? Puścić wodze fantazji i zaplanować (cha, cha, cha) co chciałybyśmy wyhaftować w ciągu najbliższego roku. Oto zasady:


  • zamieszczamy post zatytułowany "Hafciarska lista życzeń" lub "Cross Stitch Wish List Tag",
  • opisujemy co najmniej trzy projekty, które chcielibyśmy rozpocząć i/lub zakończyć w ciągu roku (zdjęcia mile widziane),
  • tworzymy etykietę "Lista życzeń" i podpinamy pod nią wpis,
  • za rok sprawdzamy postępy
 Co najmniej trzy projekty troszkę się u mnie rozrosły, ale co tam, zobaczymy:) Zobaczcie, co sobie wymyśliłam:)

1. Po pierwsze zielnik, bo bez niego ani rusz:) Na pierwszy ogień pójdzie:


                                                                            Mimoza

Podejrzewam, że na jednym zielniku się nie skończy:)

2.  Dwa kwiatowe wazony w niebieskościach. Chyba jestem uzależniona od francuskich kwiatowych wzorów, dlatego gdy widzę te delikatne, pastelowe kolory na ledwo zarysowanym tle, jestem gotowa natychmiast chwytać za igłę;)

Marzą mi się zatem chabry:


               (wiem, małe zdjęcie nie oddaje w pełni ich uroku, wybaczcie i uwierzcie na słowo)

i eustoma:
                   

3. Pod trójką kryją się dwa kuchenne hafty, które miejmy nadzieję zawisną kiedyś w błękitnej kuchni - jeśli tylko palec Boży znów mi nie pogrozi...
Pomidory zawojowały moje serce od razu, papryka trochę mniej, ale razem świetnie się uzupełniają, więc nie miałam wyjścia:)






4. A na koniec wzór, na punkcie którego zupełnie oszalałam:) Już od pewnego czasu marzyło mi się coś DUŻEGO do wyhaftowania, ale brakowało mi odwagi, by podjąć wyzwanie, a i wybór tego jedynego haftu nie był najłatwiejszy. Kiedy wreszcie się zdecydowałam i oszalałam na punkcie tego wzoru:



okazało się, że nie mogę znaleźć do niego wzoru.... ;(((( Czarna rozpacz! Może któraś z Was ma to cudo? Moja dozgonna wdzięczność jest gwarantowana!:) Proszę, proszę, proszę...

Ale przecież nie poddam się tak łatwo, znalazłam sobie chwilowy "zamiennik", ale tego cuda z rowerem nie odpuszczę:) Na razie zaś udaję się na kładkę nad jeziorem:



16 stron wzoru, 52 kolory, w tym cała masa mieszanych krzyżyków, ale co tam! Zmierzę się z tym:)


Aż sama jestem ciekawa, ile z tych planów uda mi się zrealizować;) Zobaczymy 12 września 2015 roku:)

A Wy? Podejmujecie wyzwanie?;)

Pozdrawiam Was serdecznie!

P.s. Bardzo się cieszę, że poprzednia historia wzbudziła tyle Waszych emocji:) Dziękuję za przemiłe słowa, które zostawiliście!:)



    Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...