Kiedy to ostatni raz pojawiła się w Nitkach wyszywana kartka? Oj dawno, dawno temu... Właśnie spuszczam zawstydzony wzrok i wbijam go w klawiaturę ;) Cóż poradzę, że jakoś mi ostatnio nie po drodze z nimi ?... Jednak tym razem uległam - raz: bo są osoby, którym się po prostu nie odmawia ;) - dwa: rzecz dotyczyła słodkich miśków ;) Pamiętacie je? Kilka z nich posłużyło mi jako ozdoba przepiśnika. Teraz dwa spośród tej słodkiej gromady zagościły na urodzinowych kartkach.
Wybór reprezentacyjnych kandydatów wcale nie był taki prosty. Liczył się rozmiar (choć wybrałam maksymalnie drobną kanwę), ale także łatwość "wyjęcia" konkretnego miśka z całego wzoru bez uszczerbku na jego wizerunku ;) Tak oto wybór padł na tychże słodkich osobników:
Oprawa nie stanowiła większego problemu - dziewczęce kartki jakoś potrafią zrobić się same ;)
W tej sytuacji róż sprawdza się zawsze ;), a delikatny pomarańcz musiał stanąć na wysokości zadania, innej możliwości nie było ;)
Miśki jutro fruną w świat i mam nadzieję, że przywołają uśmiechy na dziewczęcych twarzach :)
Czego i Wam serdecznie życzę :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dla dzieci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dla dzieci. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 30 czerwca 2020
czwartek, 26 września 2019
Wyprawa za ocean
Długa droga czeka kartkę, którą ostatnio wyhaftowałam, oj długa. Jej bohater, gdyby tylko mógł, z pewnością pofrunąłby w zdecydowanie innym kierunku. Jego ptasia natura o tej porze roku bierze azymut na Afrykę, nawet nie oglądając się na Statuę Wolności. Tymczasem zgodnie z wolą zamawiającej kartkę wyprawiłyśmy w drogę za ocean polskiego bociana, żeby zaniósł w daleki świat serdeczne gratulacje z okazji narodzin pewnej dziewuszki. Przy okazji przemyciłyśmy wspólnymi siłami odrobinę polskiego folkloru z rodzinnych stron, bliskich sercu mamie nowo narodzonej kruszynki. Całość miała być radosna, kolorowa, dziecięca i... bardzo polska. No to spróbowałam, po wielu przymiarkach wyszło mi takie coś:
Znalezienie wzoru w miarę małego, ale urokliwego bociana graniczyło z cudem. Ten, którego widzicie powyżej, pochodzi ze wzoru metryczki, poddanemu bardzo ostrym cięciom. Bociana musiałam wkomponować w kaszubskie wzory, co było niemałym wyzwaniem. Pomysł wyszywania tychże umarł tak prędko, jak się zrodził. Zdecydował o tym brak czasu i format kartki - na którym już rozsiadł się bocian. Stanęło zatem na elementach papierowych, przemyconych tu i ówdzie.
Mam nadzieję, że kartka spełni swą misję i obudzi nutkę nostalgii.
Tak, tak... Wyszywane kartki stają się u mnie rarytasem. Gdzie te piękne czasy, że robiłam ich na pęczki?... Aż chce się zanucić za Marią Anną - "niech ktoś zatrzyma wreszcie świat, ja wysiadam..."
Cóż na razie nie mogę wysiąść, mam mnóstwo wyzwań, którym muszę sprostać i to przeróżnego kalibru, oj wierzcie mi, przeróżnego. Zatem kciuki i wsparcie mile widziane. Obiecuję pojawić się niebawem, ale raczej nie z haftem...
Pozdrawiam Was serdecznie!
czwartek, 27 grudnia 2018
Obwieszczam koniec...
... robótkowego roku 2018, rzecz jasna ;) A skoro samozwańczo okrzyknęłam go rokiem metryczek dziecięcych, to nijak nie mogę go zakończyć jak metryczką właśnie ;)
Ukończyłam ją na chwilę przed świętami, licząc cichutko w duchu, że jakimś cudem Basia zdąży wręczyć ją swemu najmłodszemu wnukowi w prezencie gwiazdkowym. Mam nadzieję, że tak się stało, wszak dopiero co doświadczyliśmy wigilijnego cudu, który ma niebywałą zdolność dzielenia się na mniejsze cuda i cudeńka. Zatem metryczka została ukończona chwilę temu, ale czasu na jej prezentację zabrakło - prym wiodły pierniki, choinka i karp - rozumiecie. Teraz, łapiąc poświąteczny oddech, przedstawiam Wam ostatnią z dziecięcych pamiątek (hmmm, na pewno ostatnią w tym roku... ;) )
Basia była zadowolona z efektu, więc i ja bardzo się cieszę, że sprostałam zadaniu.
Tymczasem patrząc realnie na to, co ostatnio dzieje się z moim czasem, już teraz składam Wam serdeczne życzenia noworoczne. Życzę Wam realizacji wszystkich robótkowych planów, życzę wyżyn kreatywności, otwartości na nowe, nieustannych zachwytów nad światem, które tak często są początkiem Waszych nietuzinkowych projektów! Wszystkiego co najlepsze w Nowym 2019 Roku!
Pozdrawiam!
Ukończyłam ją na chwilę przed świętami, licząc cichutko w duchu, że jakimś cudem Basia zdąży wręczyć ją swemu najmłodszemu wnukowi w prezencie gwiazdkowym. Mam nadzieję, że tak się stało, wszak dopiero co doświadczyliśmy wigilijnego cudu, który ma niebywałą zdolność dzielenia się na mniejsze cuda i cudeńka. Zatem metryczka została ukończona chwilę temu, ale czasu na jej prezentację zabrakło - prym wiodły pierniki, choinka i karp - rozumiecie. Teraz, łapiąc poświąteczny oddech, przedstawiam Wam ostatnią z dziecięcych pamiątek (hmmm, na pewno ostatnią w tym roku... ;) )
Basia była zadowolona z efektu, więc i ja bardzo się cieszę, że sprostałam zadaniu.
Tymczasem patrząc realnie na to, co ostatnio dzieje się z moim czasem, już teraz składam Wam serdeczne życzenia noworoczne. Życzę Wam realizacji wszystkich robótkowych planów, życzę wyżyn kreatywności, otwartości na nowe, nieustannych zachwytów nad światem, które tak często są początkiem Waszych nietuzinkowych projektów! Wszystkiego co najlepsze w Nowym 2019 Roku!
Pozdrawiam!
niedziela, 21 października 2018
Zielono mi
Choć za oknem królują jesienne barwy, w Nitkach zrobiło się zielono. Wszystko za sprawą pewnego misia, którego znacie już całkiem dobrze, bo pojawiał się tu często, zmieniając tylko kolor fatałaszków. Tym razem przystroił się w zielony kostium.
Do zielonego towarzystwa dołączył jeszcze królik - oczywiście dopasował się kolorystycznie ;)
Skoro mamy już schyłek października (kiedy to minęło?...), mogę oficjalnie odtrąbić mijający rok rokiem dziecięcym w Nitkach! ;) Metryczka goniła metryczkę, prawdziwy urodzaj, prawie jak na owoce podczas tegorocznego lata ;) I pewnie nie zdziwi Was fakt, że właśnie zaczęłam wyszywać następną ... metryczkę :)))) chwilowo ostatnią z planowanych ;))))
Pozdrawiam Was serdecznie!
Do zielonego towarzystwa dołączył jeszcze królik - oczywiście dopasował się kolorystycznie ;)
Skoro mamy już schyłek października (kiedy to minęło?...), mogę oficjalnie odtrąbić mijający rok rokiem dziecięcym w Nitkach! ;) Metryczka goniła metryczkę, prawdziwy urodzaj, prawie jak na owoce podczas tegorocznego lata ;) I pewnie nie zdziwi Was fakt, że właśnie zaczęłam wyszywać następną ... metryczkę :)))) chwilowo ostatnią z planowanych ;))))
Pozdrawiam Was serdecznie!
środa, 22 sierpnia 2018
Na słodko z muszelkami
Nie oszukujmy się - tegoroczne tropikalne lato nie sprzyja krzyżykom, przynajmniej w moim przypadku. Dlatego pomimo planów (ha, ha - plany! ;)), troszkę z racji pogody, a jednak w dużej mierze z potrzeby chwili wakacje upłynęły mi pod znakiem szydełka. Nadal nie czuję się z nim komfortowo, ciągle daleko mi do perfekcji, ale te dwa miesiące bardzo nas do siebie zbliżyły ;)
Zapewne pamiętacie wafelkowy kocyk? Kiedy tylko ujrzał światło dzienne, okazało się, że jest potrzebny następny, tym razem dla dziewczynki. I szczęście w nieszczęściu, że w szafce zalegały mi motki typowo "dziewczyńskiej" włóczki - efektu zakupów przez internet, kiedy to rzeczywistość niekoniecznie pokrywa się się z interpretacją kolorów przez monitor komputera... Było nie było, materiał na kocyk czekał, w każdej chwili można było przystąpić do pracy.
Po długich poszukiwaniach zdecydowałam się na wzór irysków otoczony muszelkami.
Pozostaje mi mieć nadzieję, że sny pod tym kocykiem będą zawsze słodkie ;)
Pozdrawiam Was serdecznie!
Zapewne pamiętacie wafelkowy kocyk? Kiedy tylko ujrzał światło dzienne, okazało się, że jest potrzebny następny, tym razem dla dziewczynki. I szczęście w nieszczęściu, że w szafce zalegały mi motki typowo "dziewczyńskiej" włóczki - efektu zakupów przez internet, kiedy to rzeczywistość niekoniecznie pokrywa się się z interpretacją kolorów przez monitor komputera... Było nie było, materiał na kocyk czekał, w każdej chwili można było przystąpić do pracy.
Po długich poszukiwaniach zdecydowałam się na wzór irysków otoczony muszelkami.
Pozostaje mi mieć nadzieję, że sny pod tym kocykiem będą zawsze słodkie ;)
Pozdrawiam Was serdecznie!
poniedziałek, 23 lipca 2018
Króliczy monolog
Dzień dobry, dziś mówię do Was ja, Królik. Jestem nieduży i mam całe dwa dni na karku, ale za to doświadczeń cały worek, niekoniecznie miłych...
Teraz już nieco do siebie doszedłem, ale wierzcie mi, było trudno. Najpierw leżałem kilka dni w zupełnych kawałkach! Wyobrażacie sobie?! Osobno tułów, osobno uszy, głowy jeszcze nawet nie miałem. Właśnie: uszy. Zastanawiałem się, dlaczego są takie długie, ale usłyszałem jak mówiono, że będą idealne do "miętolenia" i "ciągnięcia" przez małe łapki. Jeszcze nie wiem, co to znaczy, ale mam nadzieję, że to będzie bardzo przyjemne uczucie.
Ale miało być nie o uszach, a o głowie, która podobno jest za mała. Mnie tam wcale nie przeszkadza jej wielkość, ale usłyszałem, że moja towarzyszka - bo my, Króliki, jesteśmy we dwójkę - dostanie nieco większą. I tu dopiero zaczął się dramat!
Co to się działo! Najpierw patrzyłem spokojnie jak Królisia leży obok mnie w kilku częściach - stąd wiem, że ze mną było podobnie, ale kiedy zobaczyłem, że pierwsza głowa Królisi wędruje do kosza, wkrótce za nią druga, moje małe królicze serduszko nie było w stanie znieść tego widoku! Udawałem, że śpię.
Już zaczęło mi się nudzić samemu, siedzieć i czekać, ogonek zaczął mnie już gnieść. Wreszcie doczekałem się towarzystwa i to jakiego uroczego!
Przywitała mnie z otwartymi ramionami :)
I od razu cieplej zabiło mi serduszko (ale naprawdę nie uważam, że ta większa głowa była konieczna, fanaberie jakieś, ech...).
Podobno jutro wyruszamy w podróż. Sami! W ciasnej, ciemnej paczce ;) Nie obejdzie się bez przytulania ;) Jedziemy do domków jakichś maluszków, każde z nas do innego, ale możliwe, że będziemy się widywać z Królisią. Jestem ciekawy, czy jej uszka też będą "miętolone"? A może to dotyczy tylko Królików? Hmmm, ciekawe...
Teraz już nieco do siebie doszedłem, ale wierzcie mi, było trudno. Najpierw leżałem kilka dni w zupełnych kawałkach! Wyobrażacie sobie?! Osobno tułów, osobno uszy, głowy jeszcze nawet nie miałem. Właśnie: uszy. Zastanawiałem się, dlaczego są takie długie, ale usłyszałem jak mówiono, że będą idealne do "miętolenia" i "ciągnięcia" przez małe łapki. Jeszcze nie wiem, co to znaczy, ale mam nadzieję, że to będzie bardzo przyjemne uczucie.
Ale miało być nie o uszach, a o głowie, która podobno jest za mała. Mnie tam wcale nie przeszkadza jej wielkość, ale usłyszałem, że moja towarzyszka - bo my, Króliki, jesteśmy we dwójkę - dostanie nieco większą. I tu dopiero zaczął się dramat!
Co to się działo! Najpierw patrzyłem spokojnie jak Królisia leży obok mnie w kilku częściach - stąd wiem, że ze mną było podobnie, ale kiedy zobaczyłem, że pierwsza głowa Królisi wędruje do kosza, wkrótce za nią druga, moje małe królicze serduszko nie było w stanie znieść tego widoku! Udawałem, że śpię.
Już zaczęło mi się nudzić samemu, siedzieć i czekać, ogonek zaczął mnie już gnieść. Wreszcie doczekałem się towarzystwa i to jakiego uroczego!
Przywitała mnie z otwartymi ramionami :)
Podobno jutro wyruszamy w podróż. Sami! W ciasnej, ciemnej paczce ;) Nie obejdzie się bez przytulania ;) Jedziemy do domków jakichś maluszków, każde z nas do innego, ale możliwe, że będziemy się widywać z Królisią. Jestem ciekawy, czy jej uszka też będą "miętolone"? A może to dotyczy tylko Królików? Hmmm, ciekawe...
niedziela, 15 lipca 2018
Z królikiem w objęciach
Która to już w tym roku? ;) Powoli tracę rachubę :) Metryczek ostatnio u mnie pod dostatkiem. Ale są takie osoby, którym po prostu się nie odmawia, nie i już. Kiedy więc wybrzmiała prośba, ruszyłam do pracy. No... Może nie tak od razu, wszak kocyk czekał na dokończenie... A ściślej mówiąc dużo różnych rzeczy czekało, by się nimi zająć, więc jak rozumiecie za haft chwyciłam stosunkowo późno. Termin ukończenia metryczki ciągle kołatał mi się z tyłu głowy, zacisnęłam więc zęby i powiedziałam, że zdążę choćby nie wiem co. I tak przy dźwiękach mundialowej wrzawy, kiedy kolejne drużyny piłkarskie ścigały się z czasem na boisku, ja ścigałam się z ilością krzyżyków na kanwie ;) A co najważniejsze - w moim przypadku obyło się bez dogrywki ;))) Zmieściłam się w wyznaczonym czasie gry ;)
Bardzo lubię wyszywać wzory w sepii, a już wyjątkowo w jej ciepłych odcieniach, nie inaczej było w przypadku tego wzoru. Cieszę się, że miałam okazję się z nim zmierzyć :) Mam też nadzieję, że trafi w gust obdarowanych.
Pozdrawiam Was serdecznie i dziękuję miłe słowa pod adresem wafelka ;)
Bardzo lubię wyszywać wzory w sepii, a już wyjątkowo w jej ciepłych odcieniach, nie inaczej było w przypadku tego wzoru. Cieszę się, że miałam okazję się z nim zmierzyć :) Mam też nadzieję, że trafi w gust obdarowanych.
Pozdrawiam Was serdecznie i dziękuję miłe słowa pod adresem wafelka ;)
wtorek, 10 lipca 2018
Wafel z krabem
Nie, nie, wbrew pozorom nie będzie ani słowa na temat jedzenia. Zresztą tytułowe zestawienie smakowe jest cokolwiek nietypowe ;)
Będzie natomiast o szydełku i o dosyć sporym przedsięwzięciu, bo liczącym 55 na 80 centymetrów.
Pokusiłam się o zrobienie szydełkowego kocyka, który wraz z metryczką z misiem ma być prezentem dla małego Stasia.
Ile godzin spędziłam na oglądaniu kocyków w sieci, aż strach się przyznać... Chciałam, by wzór był oryginalny, ale niezbyt wymyślny. I kiedy wreszcie trafiłam na kocyk wykonany ściegiem waflowym, wiedziałam, że to jest to, o co mi chodziło. Pokochałam go od razu, pracowało mi się nim rewelacyjnie :)
Tym samym pierwsza część zagadkowego tytułu została wyjaśniona :) A co ma do tego wszystkiego krab? Całość kocyka trzeba było zamknąć jakimś ozdobnym ściegiem. Nie chciałam, żeby był on zbyt strojny i słodki, ale za to efektowny, wszak to kocyk dla młodego mężczyzny! W czeluściach Internetu wynalazłam tzw. crab stitch, który z miejsca mi się spodobał. Tak oto powstała para - wafel z krabem ;) Nie wiem, jak Wam, ale mnie niezwykle przypadła do gustu :)
Pozdrawiam Was serdecznie!
Będzie natomiast o szydełku i o dosyć sporym przedsięwzięciu, bo liczącym 55 na 80 centymetrów.
Pokusiłam się o zrobienie szydełkowego kocyka, który wraz z metryczką z misiem ma być prezentem dla małego Stasia.
Ile godzin spędziłam na oglądaniu kocyków w sieci, aż strach się przyznać... Chciałam, by wzór był oryginalny, ale niezbyt wymyślny. I kiedy wreszcie trafiłam na kocyk wykonany ściegiem waflowym, wiedziałam, że to jest to, o co mi chodziło. Pokochałam go od razu, pracowało mi się nim rewelacyjnie :)
Tym samym pierwsza część zagadkowego tytułu została wyjaśniona :) A co ma do tego wszystkiego krab? Całość kocyka trzeba było zamknąć jakimś ozdobnym ściegiem. Nie chciałam, żeby był on zbyt strojny i słodki, ale za to efektowny, wszak to kocyk dla młodego mężczyzny! W czeluściach Internetu wynalazłam tzw. crab stitch, który z miejsca mi się spodobał. Tak oto powstała para - wafel z krabem ;) Nie wiem, jak Wam, ale mnie niezwykle przypadła do gustu :)
Pozdrawiam Was serdecznie!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
