Pewnie pomyślicie, że zdradzam ostatnio krzyżyki. To nie do końca prawda, kilka haftów jest w trakcie tworzenia, a te już gotowe czekają na zielone światło, by mogły się pokazać szerszej publiczności:)Nie da się jednak ukryć, że ostatnio poruszam się częściej w kręgu szydełka i papieru, a ostatnio również maszyny do szycia. Oto, co powstało z tej krótkiej zażyłości:
Prawie jak kwiaty mniszka, prawda?:) Ich mnogość była inspiracją do powstania majowej poszewki z kwitnącymi intensywną żółcią mniszkami:
Żółte kulki powstały z włóczki, jako łodyżki posłużyła mi ozdobna zielona taśma, zaś wszystko umieściłam na czarnym tle.
Kawałek juty, który poniewierał się w szafie został przerobiony na poszewkę z kwiatowymi ornamentami:
Zatem w roli głównej znów zaprezentowały się szydełkowe kwiatki:). A skoro o kwiatach mowa, to wystarczy teraz wziąć pod pachę dobrą książkę, kwiatową poduszkę pod głowę i zaszyć się wśród majowego kwiecia:) Ech!...
Pozdrawiam Was serdecznie!
wtorek, 6 maja 2014
sobota, 3 maja 2014
W cieniu kwitnącego bzu
Narwali bzu, naszarpali,
Nadarli go, natargali,
Nanieśli świeżego, mokrego,
Białego i tego bzowego.
Liści tam - rwetes, olśnienie,
Kwiecia - gąszcz, zatrzęsienie,
Pachnie kropliste po uszy
I ptak się wśród zawieruszył.
Jak rwali zacietrzewieni
W rozgardiaszu zieleni,
To się narwany więzień
Wtrzepotał, wplątał w gałęzie.
Śmiechem się bez zanosi:
A kto cię tutaj prosił?
A on, zieleń śpiewając,
Zarośla ćwierkiem zrosił.
Głowę w bzy - na stracenie,
W szalejące więzienie,
W zapach, w perły i dreszcze!
Rwijcie, nieście mi jeszcze!
J. Tuwim
Jak nie zrywać? Jak nie zatracać się w zapachu? Jak nie zachowywać w zakamarkach pamięci uroku kwitnących bzów? Toż to majowy obowiązek;) Wiadomo, pamięć bywa zawodna, więc warto ją wspierać. Może w ten sposób?:
Inspiracje do powstania tej kartki były co najmniej dwie: oszałamiająca ilość szydełkowych kwiatków w fioletowych odcieniach, które wydziergała moja mama i krzewy kwitnącego bzu wokół.
Kwiatki po prostu same ułożył się w kiść bzowego kwiecia. Jako tło posłużył mi bzowy papier z Galerii Papieru w delikatnym odcieniu fioletu, przez co szydełkowa gałązka wygląda na nim zupełnie naturalnie.
Wnętrze również ubrałam w fiolety:
I tylko żal, że zapach jest ulotny i nie sposób zamknąć go wśród papierowych kartek...
Pozdrawiam!
P.s. Oczywiście zdjęcia robiłam ciut wcześniej, dzisiejsza aura jest - delikatnie mówiąc - mało łaskawa...
wtorek, 29 kwietnia 2014
TUSAL 2014 - odsłona 5.
Tegorocznej wiośnie niebywale się spieszy, wyprzedza swoje poprzedniczki o jakieś dwa tygodnie. Stąd dzisiejszy - kwietniowy wpis "słoikowy" przybrał u mnie zupełnie majową odsłonę:
Dziękuję Wam za pochlebne słowa dotyczące zaginionej kartki! Aż chce się działać, kiedy człowiek przeczyta tyle miłych komentarzy:)
Pozdrawiam Was słonecznie! (A propos "słonecznie" - może ktoś wie, dlaczego słońce wyszło akurat wtedy, gdy zdołałam już wrzucić zdjęcia do komputera?...)
Dziękuję Wam za pochlebne słowa dotyczące zaginionej kartki! Aż chce się działać, kiedy człowiek przeczyta tyle miłych komentarzy:)
Pozdrawiam Was słonecznie! (A propos "słonecznie" - może ktoś wie, dlaczego słońce wyszło akurat wtedy, gdy zdołałam już wrzucić zdjęcia do komputera?...)
piątek, 25 kwietnia 2014
Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie...
Zaginęła... Siedzi w jakimś urzędzie pocztowym, na dnie przepastnego wora, choć od ponad tygodnia powinna cieszyć oczy Jubilatki... I zrób tu komuś niespodziankę...
Chyba byłam za bardzo z niej zadowolona, dlatego dostałam pstryczka w nos. Dobrze, że przynajmniej zrobiłam zdjęcia...
Zabrakło mi czasu w przedświątecznym ferworze na zrobienie haftowanej kartki, nie chciałam jednak wysyłać kupowanej, więc postanowiłam zrobić ją wyłącznie z papieru. A że jakiś czas temu urzekły mnie sukienki origami, postanowiłam właśnie taki motyw wykorzystać przy okazji kobiecych urodzin.
Różowa sukienka w groszki dostała tiulową halkę, ozdobny pasek i perełkowe guziczki, do tego zawisła na sznurku przyczepiona doń drewnianą klamerką.
Do tego kwieciste tło, trochę tuszowania i kartka pofrunęła, ale nie wylądowała w miejscu przeznaczenia;( Dziękuję Ci, kochana Poczto Polska!
Dobrze, że poczta nie zawiodła przy okazji życzeń świątecznych i bez najmniejszego problemu dotarły do mnie bajeczne kartki od Dziewczyn, za które serdecznie i gorąco dziękuję!
Podobnie nie było problemu z przesyłką od Coricamo, która przywędrowała do mnie przed świętami i zawierała najnowszy numer Twórczych Inspiracji i prezent w postaci serwetki, ale o tym pewnie większość z Was już wie, czytając doniesienia na innych blogach. Pozwólcie jednak, że ja również pochwalę się promocją mojego bloga na łamach rzeczonego pisma:
Co więcej bez najmniejszego problemu dotarła do mnie wygrana w candy u Kasi Krzyżyk, a drogę do przebycia miała dosyć sporą. I dało się!
Dobrze, schowam na razie ironię do kieszeni, by skupić się na zawartości paczki. Nagrodą w zabawie była cudna jedwabna cieniowana mulina, do której nie tylko ja wzdychałam:) Szczęście dopisało i mam ją w swoich łapkach:
Ale zawartość paczki przeszła moje najśmielsze oczekiwania, zobaczcie, czego tam nie było:
Kasiu, jeszcze raz serdecznie Ci dziękuję!!!:)
Witam w moich progach Jeniulkę - miło mi, że do mnie zawitałaś!
Idę zrobić następną kartkę, może tym razem droga z południa Polski na północ nie będzie dla niej niekończącą się podróżą...
Pozdrawiam!
Chyba byłam za bardzo z niej zadowolona, dlatego dostałam pstryczka w nos. Dobrze, że przynajmniej zrobiłam zdjęcia...
Zabrakło mi czasu w przedświątecznym ferworze na zrobienie haftowanej kartki, nie chciałam jednak wysyłać kupowanej, więc postanowiłam zrobić ją wyłącznie z papieru. A że jakiś czas temu urzekły mnie sukienki origami, postanowiłam właśnie taki motyw wykorzystać przy okazji kobiecych urodzin.
Różowa sukienka w groszki dostała tiulową halkę, ozdobny pasek i perełkowe guziczki, do tego zawisła na sznurku przyczepiona doń drewnianą klamerką.
Do tego kwieciste tło, trochę tuszowania i kartka pofrunęła, ale nie wylądowała w miejscu przeznaczenia;( Dziękuję Ci, kochana Poczto Polska!
Dobrze, że poczta nie zawiodła przy okazji życzeń świątecznych i bez najmniejszego problemu dotarły do mnie bajeczne kartki od Dziewczyn, za które serdecznie i gorąco dziękuję!
Podobnie nie było problemu z przesyłką od Coricamo, która przywędrowała do mnie przed świętami i zawierała najnowszy numer Twórczych Inspiracji i prezent w postaci serwetki, ale o tym pewnie większość z Was już wie, czytając doniesienia na innych blogach. Pozwólcie jednak, że ja również pochwalę się promocją mojego bloga na łamach rzeczonego pisma:
Co więcej bez najmniejszego problemu dotarła do mnie wygrana w candy u Kasi Krzyżyk, a drogę do przebycia miała dosyć sporą. I dało się!
Dobrze, schowam na razie ironię do kieszeni, by skupić się na zawartości paczki. Nagrodą w zabawie była cudna jedwabna cieniowana mulina, do której nie tylko ja wzdychałam:) Szczęście dopisało i mam ją w swoich łapkach:
Ale zawartość paczki przeszła moje najśmielsze oczekiwania, zobaczcie, czego tam nie było:
Kasiu, jeszcze raz serdecznie Ci dziękuję!!!:)
Witam w moich progach Jeniulkę - miło mi, że do mnie zawitałaś!
Idę zrobić następną kartkę, może tym razem droga z południa Polski na północ nie będzie dla niej niekończącą się podróżą...
Pozdrawiam!
środa, 23 kwietnia 2014
Żeby szewc nie chodził bez butów...
... musi czasem zrobić coś dla siebie:) Chociaż przygotowywanie prezentów dla innych jest niezwykle przyjemne, to czasem rodzi się potrzeba zrobienia czegoś na własny użytek, rzeczy dopieszczonej w każdym calu, wymarzonej, ulubionej. Właśnie taką rzecz chcę Wam dzisiaj pokazać. Wiele czasu upłynęło zanim osiągnęła swój ostateczny kształt. Ciągle były ważniejsze prace do przygotowania, brakowało odpowiednich materiałów, pomysł kiełkował powoli. Wczoraj postawiłam kropkę nad "i" i oto jest:
Tak, zeszyt na przepisy:) Odpowiednio gruby, by pomieścić wszystko, co najsmaczniejsze, wystarczająco niebieski i funkcjonalny.
Zeszyt, który wykorzystałam przeleżał sobie dobrych kilka lat, bo jakoś nie miałam pomysłu, by go należycie spożytkować. Kupiłam go - o zgrozo!- ze względu na okładkę... ;) Moja koleżanka stwierdziła wówczas - "no, taki zeszyt to chyba tylko na przepisy". Podcięła mi skrzydła tym stwierdzeniem, bo wówczas żadnego zeszytu z przeznaczeniem kulinarnym nie potrzebowałam. Teraz nadeszło jego pięć minut:)
Okładkę, która kiedyś mnie urzekła, szczelnie przykryłam papierem, gdzie dominują błękity i kropki połączone z subtelnym różem i koronką. Na okładce widnieją haftowane sztućce, napis, który wiedziona telepatią przysłała mi Gosia, a ja go jedynie pomalowałam i trochę poprzecierałam. Do tego dołożyłam granatową tasiemkę z kokardą i kuchennymi zawieszkami.
Wewnętrzna strona okładki także została ubrana w niebieskości, które złagodziłam wykorzystując smakowity papier - Herbatkę dla dwojga z Galerii Papieru (której ostatnio nigdzie nie można kupić;( Drogi producencie - nie mów, ze rezygnujesz z tego zestawu.... )
Podobnie prezentuje się wewnętrzna strona tylnej okładki, ale ta została dodatkowo wyposażona w przemyślną kieszonkę:
Tył okładki układem papieru koresponduje z przodem:
A grzbiet ozdabia mała kokardka z zawieszonymi nań łyżeczkami:
Pewnie myślicie, że na tym koniec - nic bardziej mylnego. Jest jeszcze jedna tajemnicza kokardka:
która prowadzi nas prosto do tej strony:
czyli miejsca, w którym będzie rozpoczynała się część zeszytu poświęcona przepisom na słodkości. Stąd króluje tu muffinka w otoczeniu smakowitego papieru:
Uff, i to by było na tyle. Nie zostaje teraz nic innego, jak tylko zapełnić puste kartki zeszytu najlepszymi recepturami:)
Następnym razem znów będę się chwalić i dziękować Wam za przepiękne prezenty:)
Witam jeszcze Rosie, która poszerzyła grono obserwatorów - bardzo Ci dziękuję!
Pozdrawiam Was serdecznie!
Tak, zeszyt na przepisy:) Odpowiednio gruby, by pomieścić wszystko, co najsmaczniejsze, wystarczająco niebieski i funkcjonalny.
Zeszyt, który wykorzystałam przeleżał sobie dobrych kilka lat, bo jakoś nie miałam pomysłu, by go należycie spożytkować. Kupiłam go - o zgrozo!- ze względu na okładkę... ;) Moja koleżanka stwierdziła wówczas - "no, taki zeszyt to chyba tylko na przepisy". Podcięła mi skrzydła tym stwierdzeniem, bo wówczas żadnego zeszytu z przeznaczeniem kulinarnym nie potrzebowałam. Teraz nadeszło jego pięć minut:)
Okładkę, która kiedyś mnie urzekła, szczelnie przykryłam papierem, gdzie dominują błękity i kropki połączone z subtelnym różem i koronką. Na okładce widnieją haftowane sztućce, napis, który wiedziona telepatią przysłała mi Gosia, a ja go jedynie pomalowałam i trochę poprzecierałam. Do tego dołożyłam granatową tasiemkę z kokardą i kuchennymi zawieszkami.
Wewnętrzna strona okładki także została ubrana w niebieskości, które złagodziłam wykorzystując smakowity papier - Herbatkę dla dwojga z Galerii Papieru (której ostatnio nigdzie nie można kupić;( Drogi producencie - nie mów, ze rezygnujesz z tego zestawu.... )
Podobnie prezentuje się wewnętrzna strona tylnej okładki, ale ta została dodatkowo wyposażona w przemyślną kieszonkę:
Tył okładki układem papieru koresponduje z przodem:
A grzbiet ozdabia mała kokardka z zawieszonymi nań łyżeczkami:
Pewnie myślicie, że na tym koniec - nic bardziej mylnego. Jest jeszcze jedna tajemnicza kokardka:
która prowadzi nas prosto do tej strony:
czyli miejsca, w którym będzie rozpoczynała się część zeszytu poświęcona przepisom na słodkości. Stąd króluje tu muffinka w otoczeniu smakowitego papieru:
Uff, i to by było na tyle. Nie zostaje teraz nic innego, jak tylko zapełnić puste kartki zeszytu najlepszymi recepturami:)
Następnym razem znów będę się chwalić i dziękować Wam za przepiękne prezenty:)
Witam jeszcze Rosie, która poszerzyła grono obserwatorów - bardzo Ci dziękuję!
Pozdrawiam Was serdecznie!
Subskrybuj:
Posty (Atom)

